Dostałam zadanie od ojca. Jedno, głupie, proste zadanie. Kiedy wreszcie mogłam coś zrobić dla niego, zawaliłam. A do tego miałam w ciul dużo roboty.
Jedyne, co mogłam zrobić to, pół krzycząc, pół warcząc, gonić podwładnych do poszukiwań. Jeśli i ten zdechł, nie wybaczę sobie, że zawiodłam ojca!
W wolnym czasie też go szukałam. Zlazłam nawet do maszynowni i zajrzałam pod każdą rurę.
Oczywiście natychmiast powiadomiłam Ojca o zaistniałej sytuacji. Nie skarcił mnie, ale jego zrezygnowane westchnienie było wystarczająco bolesne. Musiałam znaleźć tego gnojka.
W międzyczasie musiałam zająć się jeszcze jednym zleceniem. Ujęcie zboczeńca atakującego dziewczynki, właściwie jeszcze dzieci były koszmarnie skomplikowane
Musiałam zrobić wszystko, by wyglądać na młodą, głupiutką dziewczynkę. Odpowiedni makijaż, prosty warkocz, różowa sukieneczka i lakierki.
Wieczorem siedziałam w ciemnym karku, tuż obok ścieżki, trzymając się za kostkę. O tej godzinie mój cel zazwyczaj wracał do domu z pijackich burd ze swoimi znajomymi. Upewniałam się, że robiłam dość hałasu, i czekałam.
Plan oczywiście się udał. Ten „miły pan” zaproponował, że zabierze mnie do swojego domu i zajmie się moją pozornie skręconą kostką. Tam, gdy jego dłoń zaczęła wsuwać się pod moją spódnicę, najpierw udawałam, że nie rozumiem, co się dzieje, trzepocząc rzęsami. Wreszcie, gdy się na mnie rzucił, roztłukłam mu głowę o podłogę.
Do domu wracałam szybko, chcąc sprawdzić jeszcze zazwyczaj nieużywane tereny siedziby.
Musiałam jednak najpierw się wykąpać, ten facet śmierdział gorzałą i przeszło to aż na mnie... Miałam dość smrodu jak na jeden dzień. No ale nie, niestety.
Zaczęłam przeszukiwać magazyny. Po otwarciu jednego z nich zebrało mi się na wymioty... Właśnie znalazłam ostatniego z czterech wcześniej zaginionych. Drzwi otwierane tylko od zewnątrz stały się jego grobem. Nieprzyjemny widok... Ale coś leżało na podłodze. Zabrałam to bez patrzenia, później się sprawdzi.
Powiadomiłam pierwszą napotkaną osobę i wyszłam, potrzebowałam świeżego powietrza.
Wtedy przyjrzałam się znalezisku. Długi nóż...? Na pewno nie tamtego. A może i jednak, ale byłam zbyt zmęczona, by o tym pamiętać. Nie spałam od dwóch dni, padałam na twarz.
Postanowiłam udać się do stajni, do mojego ogiera. Gdy otworzyłam wysokie drzwi jego boksu, myślałam, że mi pikawa strzeli. Ale spokojnie, spokojnie...
– Ja cię drugi dzień szukam... A ty sobie tutaj siedzisz, małpiszonie jeden?! – warknęłam, zaciskając palce na nożyku. – Już zad do góry i do biura, złoić cię to mało! – Miałam ochotę mu przywalić. Nie mogłam jednak dać się ponieść, więc dysząc, oparłam się o ścianę boksu, naciskając palcami na wewnętrzne kąciki oczu.
– Masz przerąbane. Przez miesiąc sprzątasz kuchnie. Aż ma lśnić. A teraz jazda do góry! – wszystkie te słowa wyrzuciłam z siebie w ciągu zaledwie kilku sekund, bez żadnych przerw. Czekałam tylko, aż wreszcie łaskawie się ruszy, nawet na niego nie patrząc.
«Krystian?»
wtorek, 25 kwietnia 2017
Od Krystiana CD Cynthia
Westchnąłem zmęczony już faktem, że będę miał niańkę i to na rozkaz Ojca. Umęczony poszedłem zapytać o ten pokój, co mówili. Miałem kilka do wyboru, ale żaden mi nie pasował. Mimo wszystko zaklepałem jeden, ale wiedziałem, że nawet nie będę w nim spał. Wyszedłem z miasta po swój wypchany plecak i wróciłem po południu. Wróciłem do swojego lokum i wziąłem poduszki, koc i prześcieradło. Schowałem je do wypchanego worka i wyszedłem z budynku. Stanąłem przed wejściem na placu i się rozejrzałem. Słuchałem chwilę i oglądałem różne budynki. W końcu ruszyłem do stajni, w kierunku, skąd dochodziło rżenie. Wlazłem do środka po cichutku, stąpając powoli. Niepotrzebnie, nikogo nie było. Rozejrzałem się jeszcze i ruszyłem do końca budynku. Znalazłem malutki boks, blisko drzwi dla ludzi i uznałem, że to dobre miejsce. Zebrałem sobie sporo siana i zaniosłem tam. Najpierw dla pewności wypchałem dziury między deskami i w podłodze, a potem owinąłem część wyściółki w prześcieradło, robiąc sobie materac. Pościeliłem łóżko, kładąc poduszki i koc, po czym usiadłem i przeciągnąłem się. Wciągnąłem powietrze nosem, konie, siano i marchew. Nie jest źle. Spojrzałem przez okienko i uznałem, że mogę sobie odpocząć. Położyłem się na posłaniu i zasnąłem czujnym snem.
Obudziłem się w nocy. Przez okno widziałem gwiazdy i starego znajomego, Księżyc. Wylazłem ze stajni i załatwiłem swoje potrzeby na dworze. Wspiąłem się na dach po filarze, a potem na krużganki. Spojrzałem w niebo i westchnąłem. O poranku poszedłem znów spać.
Około południa obudziłem się i zjadłem śniadanie. Zdawało mi się, że kogoś szukają. Wzruszyłem tylko ramionami i poszedłem zwiedzać sobie gildię. Otwierałem drzwi ciekawy, co za nimi jest... W pewnym ciemnym pomieszczeniu, w miejscu, gdzie nie było absolutnie nikogo, poczułem zapach rozkładającego się ciała i warczenie. Nie wiedziałem, co to, ale wyciągnąłem swój mieczyk. Już miałem skoczyć do walki, kiedy usłyszałem kroki. Spanikowałem, rzuciłem, co trzymałem w ręku i uciekłem prosto do stajni. Przesiedziałem tam, w boksie ogiera, cały dzień, mówiąc do niego i karmiąc go cukrem. Zastanawiałem się, co było w tamtym pokoju i ewentualnie czyje zwłoki tam były. Czyżby gildia tak karała zdrajców albo słabe jednostki? Pogłaskałem ogierka i przytuliłem czoło do jego chrap. Udało mi się go do siebie oswoić. I tak minęły mi dwa dni w nowym miejscu i było mi tu dobrze…
«Cynthia?»
Obudziłem się w nocy. Przez okno widziałem gwiazdy i starego znajomego, Księżyc. Wylazłem ze stajni i załatwiłem swoje potrzeby na dworze. Wspiąłem się na dach po filarze, a potem na krużganki. Spojrzałem w niebo i westchnąłem. O poranku poszedłem znów spać.
Około południa obudziłem się i zjadłem śniadanie. Zdawało mi się, że kogoś szukają. Wzruszyłem tylko ramionami i poszedłem zwiedzać sobie gildię. Otwierałem drzwi ciekawy, co za nimi jest... W pewnym ciemnym pomieszczeniu, w miejscu, gdzie nie było absolutnie nikogo, poczułem zapach rozkładającego się ciała i warczenie. Nie wiedziałem, co to, ale wyciągnąłem swój mieczyk. Już miałem skoczyć do walki, kiedy usłyszałem kroki. Spanikowałem, rzuciłem, co trzymałem w ręku i uciekłem prosto do stajni. Przesiedziałem tam, w boksie ogiera, cały dzień, mówiąc do niego i karmiąc go cukrem. Zastanawiałem się, co było w tamtym pokoju i ewentualnie czyje zwłoki tam były. Czyżby gildia tak karała zdrajców albo słabe jednostki? Pogłaskałem ogierka i przytuliłem czoło do jego chrap. Udało mi się go do siebie oswoić. I tak minęły mi dwa dni w nowym miejscu i było mi tu dobrze…
«Cynthia?»
Od Cynthii CD Krystian
Wykonałam zlecenie... I wtedy przypomniało mi się, że ktoś miał przyjść. Ups...
Leciałam biegiem do domu. Szybko zmyłam z siebie krew, przebrałam się i pobiegłam do biura Ojca, by jeszcze jakoś zdążyć.
Wpadłam tam bez pukania. Chyba spóźniłam się tylko momencik...
Przysiadłam na swoim miejscu na biurku. Pozwalałam by chłopak kontynuował, dokładnie się mu przyglądając. Ładny był, nie powiem. Nawet bardzo. I chyba jeszcze dość młody. Jego opowiadanie o sobie było ciekawe, zaintrygował mnie.
Rzuciłam mu kilka podchwytliwych pytań, sprawdzając, czy ma czym myśleć. Ze wszystkiego pięknie wychodził, razem ze swoimi błyskotliwymi odpowiedziami. Nadawał się chyba...
Odwróciłam się do Ojca, posyłając mu pytające spojrzenie. Ja byłam za, by go przyjąć.
– Cynth, masz krew na twarzy... – powiedział Ojciec, patrząc na mnie. Palcem wskazał mi, gdzie miałam kilka plamek. Starłam je poślinionym kciukiem.
– I co myślisz? – zapytałam już na temat, bardzo cicho. Tak z przyzwyczajenia.
– Jest odpowiedni. Przydałoby się jednak, by nie zrobił tego, co tamci... Znaleźliście czwartego?
– Nie, jak zniknął, tak go nie ma. Rzeczy są, jego brak.
– Więc dobrze.. – Ojciec skierował wzrok na chłopaka. Ja również się do niego odwróciłam. Do mnie należało teraz ostatnie słowo.
Wstałam z biurka i stanęłam kilka kroków przed chłopakiem, zakładając ręce na piersi.
– Przyjmiemy cię, chłopcze. Na początku wylądujesz na dnie hierarchii, ale jeśli się postarasz, szybko się wybijesz. – Zrobiłam krótką przerwę. – Na razie to raczej wszystko. Jeśli chcesz, możesz zająć jeden z wolnych pokoi. Jeśli się zdecydujesz, zapytaj kogoś w holu. Teraz możesz iść.
Chłopak znów się ukłonił i wyszedł za drzwi.
Jeszcze za nim się do końca zamknęły, usłyszałam słowa Ojca:
– Zaopiekuj się nim. Wygląda na zdolnego, więc niech przeżyje.
– Jakbym nie miała nic lepszego do roboty... – westchnęłam i zabrałam się za sprawozdanie ze zlecenia.
«Krystian?»
Leciałam biegiem do domu. Szybko zmyłam z siebie krew, przebrałam się i pobiegłam do biura Ojca, by jeszcze jakoś zdążyć.
Wpadłam tam bez pukania. Chyba spóźniłam się tylko momencik...
Przysiadłam na swoim miejscu na biurku. Pozwalałam by chłopak kontynuował, dokładnie się mu przyglądając. Ładny był, nie powiem. Nawet bardzo. I chyba jeszcze dość młody. Jego opowiadanie o sobie było ciekawe, zaintrygował mnie.
Rzuciłam mu kilka podchwytliwych pytań, sprawdzając, czy ma czym myśleć. Ze wszystkiego pięknie wychodził, razem ze swoimi błyskotliwymi odpowiedziami. Nadawał się chyba...
Odwróciłam się do Ojca, posyłając mu pytające spojrzenie. Ja byłam za, by go przyjąć.
– Cynth, masz krew na twarzy... – powiedział Ojciec, patrząc na mnie. Palcem wskazał mi, gdzie miałam kilka plamek. Starłam je poślinionym kciukiem.
– I co myślisz? – zapytałam już na temat, bardzo cicho. Tak z przyzwyczajenia.
– Jest odpowiedni. Przydałoby się jednak, by nie zrobił tego, co tamci... Znaleźliście czwartego?
– Nie, jak zniknął, tak go nie ma. Rzeczy są, jego brak.
– Więc dobrze.. – Ojciec skierował wzrok na chłopaka. Ja również się do niego odwróciłam. Do mnie należało teraz ostatnie słowo.
Wstałam z biurka i stanęłam kilka kroków przed chłopakiem, zakładając ręce na piersi.
– Przyjmiemy cię, chłopcze. Na początku wylądujesz na dnie hierarchii, ale jeśli się postarasz, szybko się wybijesz. – Zrobiłam krótką przerwę. – Na razie to raczej wszystko. Jeśli chcesz, możesz zająć jeden z wolnych pokoi. Jeśli się zdecydujesz, zapytaj kogoś w holu. Teraz możesz iść.
Chłopak znów się ukłonił i wyszedł za drzwi.
Jeszcze za nim się do końca zamknęły, usłyszałam słowa Ojca:
– Zaopiekuj się nim. Wygląda na zdolnego, więc niech przeżyje.
– Jakbym nie miała nic lepszego do roboty... – westchnęłam i zabrałam się za sprawozdanie ze zlecenia.
«Krystian?»
Od Krystiana CD Cynthia
Biegłem po dachach budynków, myśląc, dlaczego zaraz mogę się spóźnić. Czy to wina tych dzieci i ich kotka? A może tego barda, który opowiadał o rycerzach i smokach albo tej staruszki, która miała pyszne ciasto...? Albo za długo spałem. Nie, niemożliwe. W każdym razie miałem być za chwilę spóźniony na rozmowę kwalifikacyjną do jednej z gildii. Biegłem, ile sił w nogach, odbijając się lekko. Wybrałem najkrótszą drogę, ulice zawsze są pełne ludzi. A ludzie oznaczają rozmowy, interesujące i zajmujące rzeczy.
Patrząc na zegarek, właśnie wskakiwałem na dach gildii, około pół minuty… Dam radę. Zlokalizowałem balkon i skierowałem się w tamtą stronę. Musiałem przebiec przez całą długość dachu budynku. Potem zatrzymałem się i zacząłem słuchać kroków. Hmm, chyba tu. Zeskoczyłem lekko z dachu na poręcz, a potem na balkon. Poprawiłem rozwiane włosy, kurtkę i skłoniłem się nisko stojącemu do mnie tyłem mężczyźnie.
– Przepraszam za spóźnienie – zamruczałem cicho na powitanie. Nie zdążyłem, jestem kilka sekund po czasie. Co za nietakt. Wyprostowałem się, kiedy mi na to pozwolono i ruszyłem kilka kroków za Ojcem. Zajął miejsce za biurkiem, a ja stałem przed, starając się zrobić dobre wrażenie. Nie mogłem powiedzieć, że mam przed sobą starca, choć sugerowały to siwe włosy i krótko przystrzyżona broda. Choć lata i doświadczenie życia pewnie już mu ciążyły, to był postawny i wyprostowany. Patrzył mądrym i przenikliwym wzrokiem. Wzbudził we mnie szacunek i respekt do siebie. Choć bardzo chciałem się skupić tylko na nim mój wzrok, ciągle uciekał na boki, na te zdobienia, obrazy, detale, widoki za oknem. Jęknąłem cicho zawiedziony swoim zachowaniem, co nie uszło uwadze mężczyzny.
– Powiedz mi coś o sobie, ile masz lat, jak się nazywasz – zaczął. Chyba znał już tę regułkę na pamięć. No tak, przecież przed jego obliczem stawało tylu ludzi.
– Proszę mi wybaczyć, ale nie lubię swojego imienia i raczej nie używam go. Zdecydowanie bardziej wole swój pseudonim, N2, ale rozumiem, że wolałby pan znać moje imię. Więc jestem Krystian – przedstawiłem się. – Mam dwadzieścia cztery lata, nie pamiętam, skąd pochodzę, kto dał mi życie. Odkąd pamiętam, wychowywał mnie Starszy odległej wioski. Niestety, choć było mi tam dobrze, nie mogłem sobie pozwolić na wykorzystywanie mojego opiekuna i życie pasożyta. Dlatego ich zostawiłem i ruszyłem dalej, do tego miasta. – Oby nie sprawdzali wcześniej swoich kandydatów. –W mojej krwi płynie krew kotołaka. Znaczy, tak podejrzewam, ponieważ…
– Spóźniłam się? – No nie mogłem się nie odwrócić. Do sali weszła śliczna i drobniutka kobieta. Może była ode mnie trzy lata starsza, Ubrana w strój podkreślający jej idealne ciało. A te włosy… Niestety ubrudzone krwią, podobnie jak twarz. Zabójca. Może nawet dziedzic. Uznałem, że warto choćby skinąć głową na powitanie. Szła w stronę biurka szafa gildii, patrząc na mnie jakoś dziwnie. Natychmiast znów skupiłem się na Ojcu. Już miałem podjąć wątek, ale ona wtedy usiadła na krawędzi biurka i oparła brodę na dłoni, opierając łokieć na kolanie. Uśmiechała się lekko i patrzyła na mnie, chyba czymś rozbawiona.
– Proszę kontynuować – ponaglił mnie mężczyzna.
– No, eee... – Pięknie, zepsułem prezentację. Odchrząknąłem i zebrałem się w sobie.– Podejrzewam, że ktoś w rodzinie był kotołakiem ze względu na pewne kocie cechy. Między innymi zdolność bezszelestnego poruszania się i wyostrzone zmysły – oznajmiłem, kończąc. Teraz ewentualne pytania...
«Cynthia?»
Na początku był chaos
KRYSTIAN
N2 • Kris
24 lata • Mężczyzna • 75% człowiek | 25% kot
STANOWISKA
Mięso
| ⧪art made by chouette-e⧪ |
//CHARAKTER//
Jest dość impulsywny, reaguje bardzo szybko. „Co w sercu, to na widelcu”, w ogóle nie potrafi ukrywać swoich emocji. Może płakać, śmiać się i kto wie, co jeszcze na razZ reguły jest jednak tolerancyjny i przyjazny, lubi poznawać nowych ludzi, choć wcześniej wolałby ich sobie poobserwować. Wiadomo, że nie zawsze ktoś jest taki, na jakiego wygląda, więc obserwowanie ich ruchów, zachowań i słuchanie ich bardzo ułatwia sprawę.
Czasami siedzi zamknięty w sobie, gdzieś na uboczu, milcząc całe dnie i po prostu obserwując. Nie czuje się komfortowo w obcych miejscach, gdzie nikogo nie zna, ale wiadomo, nie okazuje tego po sobie.
Zdarza mu się być jak dziecko, fascynować się czymś błyszczącym, cieszyć ze swoich sukcesów, okazując to bardzo żywo (krzyki, podskoki, euforia), chodzi za jakiś zauważonym ptaszkiem. To jego urocza strona, dzięki której widzi jasne światełko nawet w najciemniejsze dni. Czy można nie lubić takiej uroczej osóbki?
Czasami marzy mu się dom, w którym czekałaby kobieta jego życia, dzieci, jakiś wierny czworonóg i ciepły obiad na stole. Miejsce, gdzie mógłby trzymać swoją ukochaną w ramionach i patrzeć w gwiazdy, współczując samotnemu Księżycowi i ciesząc się, jaki skarb otrzymał od życia.
//MOTTO//
„Nie oglądaj się za siebie, bo Ci z przodu ktoś przy*ebie”
//APARYCJA//
Krystian jest mierzącą sto siedemdziesiąt osiem centymetrów szczupłą osobą. Nie znaczy to jednak, że jest pozbawiony muskulatury. Siły ma dość. W uszach i w wardze nosi kolczyki. Ma jasną skórę, ciemne oczy i ciemne włosy zaczesane lekko na bok. Jego kończyny są długie; dłonie szczupłe, z długimi, mocnymi palcami. Nisko na plecach ma małe znamię, o którym jednak sam nie wie, no bo, jak ma spojrzeć na własne plecy? Kolejnym elementem szpecącym jego jasną cerę jest niezagojona, jątrząca się rana na boku. Na co dzień zasłania ją bandażem. Jest to rana powstała przy użyciu magii, jeszcze za czasów dzieciństwa. Chłopak ubiera się w ciemne, luźne ubrania. Coś, w czym wygodnie jest mu poruszać się po mrocznych uliczkach w środku nocy. Krępujące ruchy błyszczące, modne kurteczki chyba nie byłyby w takim wypadku zbyt dobrym rozwiązaniem.
//HISTORIA//
Jak chyba każdy wie, posiadanie matki kurtyzany sprawia, że życie jest ciężkie. Począwszy na braku czasu i uwagi, co może skończyć się wypadnięciem z kocykowego tobołka już za maleńkości, przez niezadowolonych klientów matki, którzy chcą się jakoś zemścić, zrobić coś złego. Na przykład, jak taki magik, niezadowolony z usług, może najbardziej zranić kobietę będącą jednocześnie matką i prostytutką? Najłatwiej będzie skrzywdzić jej dziecko, zadać mu ranę, która nie będzie się goić i pozwolić matce słuchać krzyków swojego potomka. Czasem jednak nawet najbardziej wrażliwe sprzedawczynie rozkoszy, będąc w potrzebie, przymkną oko na krzywdę dziecka. Tak jak matka Krystiana, gdy pozwalała klientom zabawiać się z własnym synem, a także podawać mu alkohol i narkotyki, za co dostawała dodatkowe pliki banknotów. Cała zła sytuacja, można by powiedzieć, kończy się na tym, że starszy już i buńczuczny chłopak, mając dość, kłóci się z rodzicielką i ucieka z „domu”. Młody jednak i wciąż nienauczony życia ma problem nawet ze swoją wieloletnią raną. Niszczyła mu ona zdrowie, gdy nie zajmował się nią, jak powinien. Życie uratował mu Starszy pewnej wioski, który zajął się nim po tym, jak go znalazł. Mężczyzna ten stał się dla niego „Wujkiem”. Wiedział jednak, czuł, że nie może tam zostać na zawsze. Znów podjął tułaczkę, kręcąc się to tu, to tam, aż wreszcie dotarła do niego informacja o okolicznej gildii i postanowił starać się o członkostwo do niej...
//UMIEJĘTNOŚCI//
Potrafi spać tylko kilka godzin na noc i być zupełnie wypoczętym. Ma coś z kota, więc porusza się bezszelestnie, jak chce to bardzo powoli, jak kot na polowaniu. Poza tym czekolada i bazgranie tego, co widzi albo ma w głowie, gdzie się da.
//ZAINTERESOWANIA//
⩥ • Uwielbia słuchać ludzi. Można to uznać za podsłuchiwanie, ale on nie ma złych zamiarów. On po prostu chciałby wiedzieć, co ludzie mają w głowach, a tak najprościej.
⩥ • Historie – pisane, czytane, mówione. Bajki, opowiastki, dramaty. Wszystko co zawiera fabułę
⩥ • Obserwowanie ludzi, przyrody, budynków itd.
⩥ • Wspinanie się na drzewa, chodzenie po dachach
⩥ • Patrzenie w gwiazdy, marzenie
⩥ • Czekolada, słodkości
//MIEJSCE ZAMIESZKANIA//
Ulokował się w jednym z boksów stajni gildii.
//BROŃ//
Ma swój ukochany kij szpiega, ale raczej wszystko. Trzeba wiedzieć jak mocno i gdzie uderzyć.
//RELACJE//
ORIENTACJA: Raczej czysty hetero, związek z mężczyzną nie kręci go za bardzoPARTNER: Nie ma
RODZINA: Biologiczna matka nie ma znaczenia, ojciec tym bardziej. Jego jedyną rodziną jest „Wujek”
//CIEKAWOSTKI//
--> Wciąż śpi ze swoim pluszakiem, małym, wysłużonym misiem. Ze względu na domieszkę kota ma lekko wyostrzone zmysły
AUTOR: ENGI14
sobota, 22 kwietnia 2017
Od Cynthii
Ostatnie dni były pełne zajęć. Wpłynęło sporo zleceń, sporo nowych postanowiło spróbować, jak to u nas jest. Byłam zmuszona siedzieć na tym jakże niewygodnym fotelu Ojca w głównej sali i wysłuchiwać ich gorączkowych tłumaczeń, dlaczego powinni do nas dołączyć. W ostateczności jako-tako nadawało się sześć osób, z czego cztery już nie żyły. Peszek przy pracy, można powiedzieć. Albo raczej ich własny idiotyzm.
No bo naprawdę, czasem po prostu nie mogłam zrozumieć, że można być aż tak głupim. Jeśli na tabliczce na drzwiach pisze „ZAKAZ WSTĘPU”, znaczy to chyba, że nie powinno się tam wchodzić, bo może stać się coś złego. No ale oczywiście, niektórzy już pierwszego dnia muszą wejść do takiego pomieszczenia. Co z tego, że słychać stamtąd jakiś dziwny hałas?
Właśnie tak zakończył się czas jednego z tych nowych. Wczoraj, trzy dni po jego nagłym zniknięciu, znaleźliśmy go w maszynowni. Znajdowały się tam maszyny parowe, zasilające wszystko, co powinno się poruszać i działać. Każde dziecko wie, że para jest gorąca, a maszyny wielkie, więc...
W maszynowni ciemno, brak okien. Przez wielkość maszyn stały one właściwie w podziemiu, a schodziło się właśnie przez te drzwi, po drabince. Trochę trudno, ale nieuprawnieni tam zazwyczaj nie wchodzą...
Tak więc, głupek zrobił krok w ciemność, i zaczął spadać. Było to kilka metrów, więc po drodze obił się o kilka rurek, dodatkowo rozwalając jedną z tych na dole, na szczęście nie doprowadziło to do eksplozji ani niczego takiego. W każdym razie, gdy gruchnął o ziemię, był już trupem ze złamanym karkiem. Lepiej dla niego, bo z uszkodzonej rury para leciała prosto na niego... Gdy go znaleźliśmy, przypominał gotowanego kurczaka. Pożywny posiłek dla psów...
Dwójka zakradła się do kuchni, żeby podkraść żarcie. Ale, zamiast normalnego pożywienia, wzięli to spreparowane, które potrzebne było do kolejnego zlecenia... Ich wrzaski sprawiły, że ich znaleziono szybko, ale żołądki i gardła mieli tak wyżarte trucizną, że nie było nawet sensu ich ratować. A czwartego wciąż nie znaleźliśmy...
Gdy wreszcie wszystko się jakoś uspokoiło, mogłam zająć się jakimś zleceniem.
Przeglądałam w archiwum wszystkie otrzymane zlecenia, szukając czegoś ciekawego. Szukanie zaginionych psów i dzieciaków mnie nie interesowało, ale oooh... To jest ciekawe....
Po prostu perfekcyjne dla mnie... Kobieciarza łatwo uwieść, zabić i okraść, wszystko szybko i bez krzyku
Ruszyłam do swojego pokoju. Musiałam się dostatecznie przygotować i go znaleźć. Pójdzie szybko...
A po wszystkim, długa kąpiel...
«Ktoś?»
No bo naprawdę, czasem po prostu nie mogłam zrozumieć, że można być aż tak głupim. Jeśli na tabliczce na drzwiach pisze „ZAKAZ WSTĘPU”, znaczy to chyba, że nie powinno się tam wchodzić, bo może stać się coś złego. No ale oczywiście, niektórzy już pierwszego dnia muszą wejść do takiego pomieszczenia. Co z tego, że słychać stamtąd jakiś dziwny hałas?
Właśnie tak zakończył się czas jednego z tych nowych. Wczoraj, trzy dni po jego nagłym zniknięciu, znaleźliśmy go w maszynowni. Znajdowały się tam maszyny parowe, zasilające wszystko, co powinno się poruszać i działać. Każde dziecko wie, że para jest gorąca, a maszyny wielkie, więc...
W maszynowni ciemno, brak okien. Przez wielkość maszyn stały one właściwie w podziemiu, a schodziło się właśnie przez te drzwi, po drabince. Trochę trudno, ale nieuprawnieni tam zazwyczaj nie wchodzą...
Tak więc, głupek zrobił krok w ciemność, i zaczął spadać. Było to kilka metrów, więc po drodze obił się o kilka rurek, dodatkowo rozwalając jedną z tych na dole, na szczęście nie doprowadziło to do eksplozji ani niczego takiego. W każdym razie, gdy gruchnął o ziemię, był już trupem ze złamanym karkiem. Lepiej dla niego, bo z uszkodzonej rury para leciała prosto na niego... Gdy go znaleźliśmy, przypominał gotowanego kurczaka. Pożywny posiłek dla psów...
Dwójka zakradła się do kuchni, żeby podkraść żarcie. Ale, zamiast normalnego pożywienia, wzięli to spreparowane, które potrzebne było do kolejnego zlecenia... Ich wrzaski sprawiły, że ich znaleziono szybko, ale żołądki i gardła mieli tak wyżarte trucizną, że nie było nawet sensu ich ratować. A czwartego wciąż nie znaleźliśmy...
Gdy wreszcie wszystko się jakoś uspokoiło, mogłam zająć się jakimś zleceniem.
Przeglądałam w archiwum wszystkie otrzymane zlecenia, szukając czegoś ciekawego. Szukanie zaginionych psów i dzieciaków mnie nie interesowało, ale oooh... To jest ciekawe....
„Niewierny małżonek, znęcający się nad żoną i dziećmi. Kobieciarz.”
Po prostu perfekcyjne dla mnie... Kobieciarza łatwo uwieść, zabić i okraść, wszystko szybko i bez krzyku
Ruszyłam do swojego pokoju. Musiałam się dostatecznie przygotować i go znaleźć. Pójdzie szybko...
A po wszystkim, długa kąpiel...
«Ktoś?»
Mogę się sprzedać, ale tak długo, jak nie sprzedam dumy, wciąż będę sobą
CYNTHIA CHERON
Cynth • Tia • Cherie • Dziedzic {Gildia}
26 lat • Kobieta • Człowiek {najpewniej}
STANOWISKA
Dziedziczka tronu gildii Vigilante • prostytutka • najemnik {głównie morderca}| ⧪art made by Kristina Sergeeva⧪ |
//CHARAKTER//
Cynthia przyjmuje wszystko na spokojnie. Nie denerwuje się, nie wścieka, nie krzyczy... Przynajmniej powierzchownie.Dziewczyna jest prawdziwym wulkanem sprzecznych emocji, osobą zmienną jak kalejdoskop. Potrafi trzymać się na wodzy, robi to jednak tylko wtedy, gdy wymaga tego sytuacja.
Będąc prostytutką, stara się sprostać oczekiwaniom klientów, jakkolwiek perwersyjne i dziwne by one nie były. Jej to nie przeszkadza.
Ogólnie jest osobą godną zaufania. Tajemnica jej powierzona jest tajemnicą bezpieczną. Potrafi być wspaniałą przyjaciółką, ciepłą i kochającą, bycie jej wrogiem może być niebezpieczne.
Nie ma żadnych skrupułów, by kogoś zabić. Obojętnie, czy jej ofiara to jeden z jej klientów, którzy niestety się nie sprawdzili i do tego zbyt mało zapłacili, czy też ktoś, kogo imię widniało na zleceniu. Irytuje ją tylko to, że trudno jej potem zmywać krew z włosów.
W Gildii zachowuje się, jak na Dziedzica przystało. Pomaga ojcu, którego wręcz uwielbia. Pomimo swojej profesji jest szanowana i lubiana przez wszystkich członków Gildii.
//MOTTO//
„Żadna praca nie hańbi. Wie to nawet ktoś taki, jak ja.”
//APARYCJA//
Cynth jest dość drobna, ma zaledwie nieco ponad półtora metra, co jest jednak nadrabiane przez pełne i piękne kobiece kształty. Każda część jej ciała jest idealnie dopasowana do reszty jej ciała. Ma bardzo delikatną, nieskazitelną skórę, błyszczące oczy i białe zęby, ozdobione diastemą.Włosów nie ścinała nigdy. Długie, czarne fale ciągną się aż ziemię. Bardzo o nie dba, co nie jest zbyt łatwe, lecz sprawia jej to przyjemność. Zazwyczaj, by nie przeszkadzały, nosi upięte w warkoczu dookoła głowy, bądź zwinięte w kok.
Na prawej stronie pleców ma bliznę od poparzeń, od połowy łopatki po tył prawego uda. Nie wiadomo, jak i kiedy powstała, w każdym razie w czasach, gdy została znaleziona przez ojca, była już zagojona. Cokolwiek się stało, musiało to być we wczesnym dzieciństwie.
//HISTORIA//
W wieku pięciu lat została znaleziona przez Ojca Gildii, Artego. Nic nie pamiętała, po prostu siedziała przy drodze, w cienkim ubraniu, wpatrując się w niebo. Potrafiła jedynie powiedzieć, ile ma lat i jak się nazywa. Nic więcej nie pamiętała.Artego zabrał ją do domu. Nie mając żony ani dzieci, wcielił ją do Gildii, by stała się nowym Dziedzicem. Mimo poszukiwań nie znalazł nic o jej przeszłości czy rodzicach.
W wieku dziewiętnastu lat zaczęła żyć swoim własnym życiem. Krótko później dobrowolnie została prostytutką, pragnąc zebrać pieniądze i odpłacić się Ojcu. Wciąż stara się zrobić wszystko dla całej rodziny, jaką jest Gildia.
//RASA//
W pewnej części zapewne jest człowiekiem, bardzo możliwe jest jednak, że ma domieszkę innej krwi, jako że biologiczni rodzice są nieznani i wskazują na to pewne niezwykłe cechy.
//UMIEJĘTNOŚCI//
Potrafi poruszać się bezszelestnie, co jest często konieczne, by wykonać zlecenia. Swoim zachowaniem jest w stanie „przypiąć sobie łatkę”, po której oceniają ją inni, więc zwodzenie przychodzi jej równie łatwo co uwodzenie. Dobrze posługuje się bronią białą, od noży kieszonkowych po maczetę i miecz. Pięknie śpiewa.
//ZAINTERESOWANIA//
Lubi poznawać nowe osoby, bywa wtedy odrobinkę zbyt ciekawska, wręcz upierdliwa. A jeśli znajdzie sobie kogoś, kogo zechce bronić i rozpieszczać... Cóż, ona będzie miała dużo zajęć, a osobie, na którą padnie można tylko współczuć.
//MIEJSCE ZAMIESZKANIA//
Główna siedziba Gildii, ale ma kilka swoich miejsc, gdzie często się zatrzymuje.
//BROŃ//
Wszystko może być bronią. Poduszka, kamień, dzbanek na herbatę, but na obcasie... Bez obcasa też się da, ale trzeba mocniej walnąć. Potrafi też użyć swoich włosów jako broni, najczęściej do uduszenia ofiary. Są do tego wystarczająco mocne.
//RELACJE//
ORIENTACJA: Ogólnie woli mężczyzn, ale jeśli jakaś paniusia zechce zasmakować czegoś nowego... Póki płacą, czemu nie?PARTNER: Ach, miłość... Zdecydowanie o tym marzy, ale czy to się spełni...
RODZINA:
⋨ Rodzice biologiczni: Nieznani
⋨ Ojciec przybrany: Artego Cheron
⋨ Rodzeństwo: Nieznani/Brak
//CIEKAWOSTKI//
--> Daj jej słodycze, i będzie twoja
AUTOR: AFRYKA
Subskrybuj:
Posty (Atom)