Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cynthia Cheron. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Cynthia Cheron. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 sierpnia 2017

Od Cynthii CD Krystian

          Z zakupami uwinęłam się szybko, nawet bardzo. Toreb było dużo, ale dawałam rady.
          Kupiłam trzy suknie; wytworną, „niegrzeczną” i dziewczęcą. Do tego kilka koszuli, bluzek, spodni i gorsetów. Spódnice ominęłam, bo po co. Do tego kilka par butów.
          Potem kosmetyki. Do pielęgnacji włosów, kremy, makijaż, do ciała, perfumy i różne takie. Połasiłam się nawet na trochę biżuterii.

          W drodze do cukierni natrafiłam jeszcze na kilka sklepów z ciekawymi duperelami. Wreszcie zdecydowałam się na odświeżenie swojego zapasu bielizny. Nie mogłam powstrzymać się przed kupieniem pięknej koszulki nocnej, która według sprzedawczyni była bielizną ślubną. Mimo to postanowiłam ją kupić, cały zestaw.

          Jako że miałam jeszcze dużo czasu, odniosłam zakupy do gospody. Spędziłam kilka chwil, oglądając piżamę. Nagle nie byłam już pewna czy dobrze zrobiłam, kupując ją. Delikatna koszulka z mocno przylegającym materiałem do biustu i głębokim dekoltem, rozszerzająca się i... Długa. Bardzo.
          Widocznie była uszyta na osobę dużo większą ode mnie, bo sięgała mi do kolan, a rozcięcie z przodu, ozdobione falbanką, zapewne nawet by się nie rozchylało. Przymierzanie trwałoby za długo, a falbaniaste ramiączka zapewne będą spadać. Wszystko będzie musiało trzymać się na biuście...
          Majtki, będące mieszaniną delikatnej, wręcz przezroczystej koronki i boskiego w dotyku materiału były po prostu śliczne. Do tego jeszcze pas i pończochy, a także falbankowa podwiązka, wszystko bielutkie jak śnieg. Samo założenie czegoś takiego jest wystarczające, by podnieść samoocenę kobiety.
          Kupiłam też długą białą wstążkę, by wpleść ją we włosy tak, by je dobrze trzymała. Tak, mam zamiar w tym spać. Ale tylko prywatnie i dla własnej wygody

          Poszłam do tej cukierni. Jako że był czas, weszłam do środka. Tak tam pachniało... I wyglądało tak apetycznie...
          Zjadłam trzy pączki. Potem jeszcze dwie babeczki, pięć czekoladowych precli, kilkanaście paluszków ze słodkiego ciasta i nakupiłam tyle słodyczy na zapas, że miałam problem to nieść. A na dwór wyszłam z bułką z makiem w zębach, prawie nic nie widząc przez paczuszki z pysznościami.
          Mimo wszystko zauważyłam go. Czekał.
          Podeszłam do niego i bez słowa przed nim stanęłam.




           «Krystian?»

Od Cynthii CD Krystian

          Spałam chyba długo... Długo i głęboko. Gdy wreszcie się obudziłam, czułam lekkie zawroty głowy, ale to nic w porównaniu z tym, jak czułam się wcześniej.
          Chciałam się podnieść, wciąż otumaniona przez resztki snu, ale nie mogłam. Nie do końca też kapowałam, czemu...
          Poświęciłam kilka chwil na poukładanie myśli. Jedna po drugiej....
          I wreszcie stwierdziłam, że znajduję się w całkiem nienormalnej sytuacji, nie mając dokąd iść, a w dokładnie tym momencie leżę w łóżku z tym głupkiem, który nic sobie nie robi z mojej wściekłości i niezadowolenia. Samobójca czy desperat?
          Wreszcie udało mi się usiąść i zrzucić jego rękę leżącą na moim brzuchu. Dostał nią w twarz, ale nie interesowało mnie to zbytnio. W każdym razie gwałtownie się obudził, podrywając się. Prychnęłam z pogardą.
          Taaaak, gardziłam nim. Tak bardzo. To złodziej, najgorszy ze wszystkich. Ukradł mi moją najcenniejszą rzecz. I po raz pierwszy całkowicie nie wiedziałam, jak na coś zareagować. I jakie to uczucie.... Bo nie było złe. Nie fizycznie, ale psychicznie, to był cios!
          Wstałam, podchodząc do szafki, na której stała szklanka z wodą. Chwilę na nią spoglądałam, sprawdzając, czy wciąż mnie obrzydza. Nic na to nie wskazywało, więc mogłam spokojnie wypić. Przy okazji przez ramię posłałam Krystianowi najbardziej nienawistne spojrzenie, na jakie było mnie stać.
          Gdy odstawiałam szklankę, nagle mocne ramiona złapały mnie od tyłu w mocny uścisk, nie pozostawiając pola do manewru. Zaraz potem poczułam jego wilgotne wargi na policzku, tuż obok ucha. Wściekle wbiłam mu za to łokieć pod żebra... Nie tam, gdzie rana. Taka nie jestem.
          Wyrwałam się mu i poszłam szukać swoich ubrań. Gdy je znalazłam, poszłam do łazienki, by się przebrać. Nie mogłam się opanować, by po raz kolejny uświadomić mu wzrokiem, jak bardzo go nienawidzę. Zatrzasnęłam za sobą drzwi.
          Szybko się przebrałam, rozczesując włosy palcami i splatając je znów.
          Chciałam szybko wyjść, nie patrząc nawet na niego, ale krok za drzwiami po prostu się o niego rozbiłam.
          I wtedy poczułam kolejny pocałunek. W czoło.
          Teraz już byłam chodzącą nienawiścią.
          Wywinęłam się jak najszybciej, kierując się do drzwi. Nie dane mi było jednak nawet nacisnąć klamki, bo gdy położyłam na niej rękę, znów mnie dopadł. Złapał mnie w pasie jednym ramieniem, drugą dłonią złapał moje palce leżące na klamce i uniósł je do ust... Znów całując.
          – Miałaś już mi nie uciekać... – W jego głosie brzmiała odrobinka wyrzutu. Zignorowałam to.
          – Nienawidzę cię – oświadczyłam. Poczułam mocniejszy uścisk.
          – A ja ciebie nie.
          – Guzik mnie to obchodzi. Czego ode mnie chcesz? – Mój głos wciąż był ostry.
          – Tylko mnie kochaj – wypalił. Aż się skrzywiłam. Ton głosu miał tak słodki, że chyba szybciej by miód zgnił, niż zabrakło cukru w jego głosie. Cholera no...
          – Nie, dzięki. Kocha to się dzieci – szarpnęłam się. Nie chciał mnie puścić...
          – Więc kochasz tylko mnie – dodał. Na początku zamarłam, nie wiedząc, o co chodzi. Zaraz doszło do mnie jednak, że przecież nazywałam go dzieciakiem...
          Wściekle spojrzałam w górę, na jego twarz. Co za irytujący uśmiech... Chętnie bym mu przylała. Tak mocno.
          – Chciałbyś. Kocha to się w łóżku – szybko wymyśliłam kolejną wymówkę.
          – No to chodź – Ech. Zdobył ten punkt. Zmarszczyłam brwi, po czym przywdziałam uwodzicielską minę.
          – To mnie weź – mruknęłam. Sądząc po całym jego dotychczasowym zachowaniu, powinien się odczepić...
          Ale nie. Tak bardzo się pomyliłam
          Zostałam dosłownie zgarnięta i uniesiona. Po raz kolejny wylądowałam na łóżku, w uścisku tak szczelnym, że nie mogłam się wydostać. Musiałam odwrócić głowę, by móc oddychać bez konieczności duszenia się przez jego koszulkę.
          – To teraz mnie kochaj – usłyszałam. Skrzywiłam się.
          – Dzieciak.
          – Kochaj mnie jeszcze bardziej.
          – Jakoś się do tego nie zabierasz – burknęłam. Czy kiedykolwiek ktoś irytował mnie tak bardzo, jak on? Nie.
          – Nie zrobię tego... I chciałbym, żebyś przestała tak pracować.– Ta słodycz ustąpiła miejsca gorzko-błagalnej nucie.
– Więc po prostu nie wezmę za to pieniędzy. Wtedy to nie będzie praca. – Gdy tylko skończyłam mówić, chwycił moją twarz, podciągając mnie do kolejnego pocałunku.
          Nie broniłam się. Nie miałam jak, bo moje ramiona były unieruchomione w jego objęciach. Po prostu pozwalałam mu robić, co chciał.
          Gdy wreszcie dał mi oddychać, zapytałam:
          – Wypuścisz mnie wreszcie? Muszę kupić kilka potrzebnych rzeczy.
          – A nie uciekniesz?
          – Może tak, może nie.
          – To nie wypuszczę.
          – To sama się wypuszczę.
          – To pójdę za tobą.
          – Nie wątpię – prychnęłam. – I tak byś to zrobił. Więc po prostu zostaw mnie już i daj mi wyjść.
          Wreszcie zabrał ramiona. Szybko stoczyłam się z łóżka i ruszyłam pewnie do drzwi. Otworzyłam je szarpnięciem i ruszyłam w miasto. Leciał za mną, słyszałam to.
          Pieniądze miałam w kieszeni. Najpierw musiałam kupić ubrania... Szkoda, że nie miałam do tego całkiem głowy, nie na tę chwilę.




           «Krystian?»

Od Cynthii CD Krystian

          Znalazłam trzech klientów, jednego po drugim. Wszyscy płacili dobrze, więc miałam już dość pieniędzy. A to, że jeden nie był zbyt normalny i narobił mi sporo siniaków, to już inna historia.
          Ogarnęłam się trochę, by nie straszyć przechodniów. Teraz reagowały na mnie głównie zwierzęta, uciekając i wpadając w panikę.
          Wciąż czułam palące pragnienie i obrzydzenie do wody. Kilkukrotnie musiałam walczyć z własnym żołądkiem.
          Wodowstręt połączony z pragnieniem. Nie ma nic gorszego.

          Gospoda. Muszę znaleźć sobie pokój...
          Szukałam czegoś dobrego. Stać mnie. Żadnych robali ani brudu.
          Gdy wreszcie kierowałam się do wybranej gospody, oczywiście starając się przemykać niepostrzeżenie, nagły impet uderzenia prawie zwalił mnie z nóg. Zamarłam na kilka chwil...
          – Tak się o ciebie bałem, mała cholero...
          Gdy to usłyszałam, poczułam wściekłość, pomimo olbrzymiego zmęczenia. Zaczęłam się wyrywać, zawzięcie, ale słabo.
          Nie zdołałam się wyrwać z jego uścisku, z uścisku tego głupka...
          Korzystając z tego, że jego ramię było była mniej więcej na wysokości mojej twarzy, mocno wbiłam zęby w jego obojczyk, przez ubranie.
          Najwidoczniej go to zaskoczyło, bo mnie puścił. Mogłam odskoczyć, chwiejąc się odrobinę.
          – Nie dotykaj mnie – warknęłam, wbijając w niego wściekły wzrok.
          Nie czekałam, aż cokolwiek powie, od razu puściłam się biegiem, nie do gospody, ale w labirynt wąskich uliczek.

          Im dalej biegłam, tym mniej osób napotkałam. Jednakże wciąż słyszałam za sobą kroki chłopaka.
          Nie chciał się poddać. Wciąż mnie gonił.
          Mogłabym go zabić.
          Wtedy miałabym spokój.
          ...NIE.
          Nie mogę tego zrobić. On jest niewinny, nic nie zrobił. Przynajmniej nic, co mogłabym wiedzieć.
          Pogrążona w myślach potknęłam się, lądując na kolanach. Ręką szukałam oparcia na chropowatym murze, co zdarło mi skórę. Podniosłam się szybko, by dalej uciekać.
          Jak zwierze.
          Zaczynałam tracić siły. Moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Musiałam mocno zagryźć wargę, by nie paść twarzą w brud.
          Jego kroki nieubłaganie się zbliżały.
          Czułam strach. Irracjonalny strach osoby słyszącej kroki za sobą. Wiedziałam, że on mi nic nie zrobi, ale i tak...
          Bałam się nawet pomyśleć jego imię. Czułam, jakby moja własna krew miała rozsadzić mi czaszkę.

          Kolejny zakręt. Lewo, prawo, prawo...
          I wpadłam na ścianę. Zabolało.
          Ślepy zaułek. Najgorsze, co mogło mnie spotkać.
          Po ścianie osunęłam się na ziemię. Już mnie miał jak na talerzu. Nie miałam nawet siły wstać. Mogłam tylko czekać.
          Gdy stanął przede mną, zdałam sobie sprawę z tego, że dudnienie krwi w uszach wręcz mnie ogłusza. Brak wypoczynku dawał się we znaki.
          Oblizałam spierzchnięte wargi, mierząc go wzrokiem. Niech robi, co chce. Złapał mnie. Ale...
          – Jeśli tylko spróbujesz mnie tam zabrać... Zabiję cię. Obiecuje ci to. Możesz zrobić, co chcesz, ale ja tam nie wrócę. –           Zamknęłam oczy, czekając na jakiekolwiek jego słowa bądź czyny.



           «Krystian?»

czwartek, 10 sierpnia 2017

Od Cynthii CD Krystian

          Całą noc spędziłam na krążeniu ciemnymi uliczkami. Gdy ciemna sylwetka jakiejś osoby przecinała mi drogę, mocniej zaciskałam ręce założone na piersi. Chciałam znów poczuć rozszarpane mięso pod dłonią...

          Nad ranem byłam wykończona, fizycznie i psychicznie. Palce skostniały mi z zimna, ale w każdej żyle czułam pulsowanie gorącej krwi. Uświadamiało to mi, co zrobiłam.
          Język całkiem przylepił mi się do podniebienia, tak sucho miałam w gardle. Powinnam się napić...
          Nie mogłam.
          Gdy zbliżyłam się do rzeki, spojrzałam na wodę... Musiałam szybko się wycofać. Mimo że tak bardzo jej pragnęłam, wydawała się nagle czymś obrzydliwym i paskudnym.
          Musiałam się napić, inaczej chyba groziła mi utrata przytomności.
          Nie chciałam odbierać kolejnego życia, ale musiałam. Nie miałam wyboru, nie miałam siły, by pokazać się między ludźmi i kupić jakiś trunek. Ach, no i zgubiłam resztę pieniędzy.
          Złapałam królika. Brzydząc się sama sobą, pozwoliłam mu się wykrwawiać, spijając słodką krew.

          Schowałam się w jakieś piwniczce, do której dostałam się przez wybite okienko. Pokaleczyłam się trochę szkłem, ale na tę chwilę mi to nie przeszkadzało. Nawet bezdomne koty przede mną uciekały, ech...
          Siedziałam tam jakiś czas. Gdy zapach stęchlizny stał się zbyt irytujący, znów wypełzłam na ulicę. Słońce na niebie chyliło się już ku zachodowi...
          Musiałam zdobyć pieniądze. Na nocleg, pożywienie i ubranie. I musiałabym znaleźć sobie jeszcze jakąś dzienną pracę.
          Może pójdę do innego miasta?
          Nie, o tym pomyśli się później. Najpierw tu i teraz, szybka gotówka.
          Przejrzałam się w jakiejś szybie. Wyglądałam strasznie jak porzucona nastolatka... Może skusi się jakiś perwersyjny bogacz.
          Mogłam jedynie wędrować po ciemnych zaułkach, gdzie kogoś mogłam znaleźć.



           «Krystian?»

Od Cynthii CD Krystian

          Na początku siedziałam cicho, pozwalając się besztać. Jednakże to trwało teraz znacznie dłużej niż zazwyczaj. Robił mi wyrzuty, ciągle i bez przerwy.
Czułam, że zbiera się we mnie wściekłość
– ... Miałaś uważać i nie pakować się w nic dużego! – głos ojca był coraz głośniejszy.
– Nie jestem dzieckiem, wiem, co robię!
– Jako twój ojciec zawsze będę widział cię jako dziecko – tu odrobinę złagodniał, lecz nie złagodniało jedno; moja rosnąca furia.
– Nie jestem TWOIM dzieckiem! I nie jesteś moim ojcem, nie masz prawa mówić mi, co mam robić a czego nie! – wykrzyczałam mu to w twarz, zrywając się z krzesła, na którym siedziałam. Mebel z hukiem opadł na ziemię. Widziałam kątem oka, że kucharka stoi w drzwiach, trzymając się za serce...
          Nagle usłyszałam donośny trzask.
          Poczułam ból policzka. Zaskoczona wyprostowałam odwróconą nagle głowę...
          Ojciec stał przede mną, wciąż z dłonią uniesioną wysoko.
          Uderzył mnie. Spoliczkował
          – ... Masz rację. Nie jesteś moim dzieckiem. Jesteś potworem. Powinienem wiedzieć to od pierwszej chwili, gdy cię zobaczyłem. Oszczędziłoby to wielu problemów – jego głos był całkiem pozbawiony uczuć, zimny.
          Ale... Zabolało. To mnie zabiło. Zabiło mnie wewnętrznie.
          Po prostu odwróciłam się na pięcie i wybiegłam. Policzek piekł mnie boleśnie, rozsierdzając jeszcze bardziej.
Opuściłam pomieszczenie, budynek, i wreszcie cały teren gildii.
          Wszystko w mojej głowie pulsowało i wirowało. Mimo tak wielkich krwawych plam na białej sukni ręce mnie świerzbiły, w gardle gotowała się żądza mordu.... Nie mogłam z nią walczyć. Nie teraz.


          Dobra pamięć jest plusem w jednych wypadkach, minusem w innych. Tej nocy słowa ojca raniły mnie raz po raz, co oddawałam do otoczenia, szukając twarzy ze zleceń. Wszystko to byli ludzie nocy, więc nie miałam problemu, by ich znaleźć.

          Pierwsza i druga ofiara wywoływały u mnie delikatne ukłucia wyrzutów sumienia. Śmierć trzeciej zaczęła mnie już bawić. Pastwiłam się nad ciałem za pomocą kawałka szkła, które gdzieś znalazłam. Było to tak wspaniałe uczucie...
          Z lubością zlizywałam krew z palców, nawet nie myśląc.
          Nie skończyło się na trzech. Znalazłam miejsce, gdzie schowałam ciała, niedaleko płynącej przez miasto rzeczki i ruszyłam dalej.
          Pięć, osiem... Dziesięć...
          Siedemnaście. Tyle ciał znalazło się w tym moim kąciku.
          Bawiłam się nimi, kaleczyłam i rozrywałam wnętrzności...
          A potem wpadłam na pomysł.
          Na prawym ramieniu każdego trupa wyryłam słowo. To, czym był, czym zawinił. Mordercy, gwałciciele, oszuści...
          A potem odcięłam im głowy.

          Musiałam zdobyć ubranie na zmianę. Po prostu rozwaliłam witrynę sklepową i zabrałam, co chciałam. Ale nie, nie jestem złodziejką. Zostawiłam pieniądze za strój i szybę.
          Nad rzeką zdjęłam suknię. Wyczyściłam się i przebrałam, po czym zaczęłam przeciągać ciała na rynek. Niech je znajdą.
          Na koniec zrobiłam z pokrwawionej sukni coś w stylu worka i zapakowałam tam te wszystkie głowy. Dla nich miałam inne „zadanie”.
          Tak zapakowany „prezent” zatargałam pod gildie. Zostawiłam go przy drzwiach...
          Po krótkim namyśle zerwałam z szyi Medalik Dziedzica. Rzuciłam go na cały pakunek i się ulotniłam. Nie miałam pojęcia, co będę robić przez noc. W każdym razie adrenalina na pewno nie pozwoli mi spać.



           «Krystian?»

Od Cynthii CD Krystian

          Zamilkłam. Nie chce, nie lubi. Nie spodziewałam się tego.
          – Jeśli uważasz, że ja to lubię, to bardzo się mylisz – oznajmiłam chłodno. Wyminęłam konia i ruszyłam dalej.
          Przez całą drogę byłam poirytowana. Przeklinałam pod nosem, podnosząc wysoko poły spódnicy, by jej nie ubrudzić.
          Gdy dotarłam na miejsce, chwilę stałam pod drzwiami, by się uspokoić. Przybrałam swój najbardziej uwodzicielski uśmiech i poprawiłam włosy. Zapukałam do drzwi.
          Gdy się otworzyły, nie czekając, zrobiłam krok w przód. Jakie było moje zdziwienie, gdy ktoś mocno złapał mnie za ramię i wciągnął do pomieszczenia. Zaskoczona prawie upadłam, tracąc równowagę.
          Moje ręce zostały unieruchomione.
          Rozejrzałam się. To miał być nowy klient, krótka, pojedyncza usługa...  A stało tu około dziesięciu mężczyzn, jeden bardziej obrzydliwy od drugiego. To było podejrzane...
          Szeptali coś pomiędzy sobą, było to zbyt chaotyczne, bym mogła to zrozumieć. Jedno było pewne; miałam problem.


■■■

          Jakiś czas później szłam szybko do domu. Kleiłam się cała...
          Rano zaczną się poszukiwania. Policja tak tego nie zostawi, dla nich to zwykli obywatele. Ja domyśliłam się czegoś innego...
          Zostawiłam ich tak, jak leżeli. Z podciętymi gardłami, zmiażdżonymi czaszkami i wybebeszonymi brzuchami. Należało im się.
          Gdy wyprawiałam ich na tamten świat, przypomniałam sobie o pewnej sprawie, która długo była nierozwiązana. Co jakiś czas z ulic znikały co droższe prostytutki, znajdowano potem ich ciała, nawet po kilku tygodniach. Zmaltretowane, poranione i wykorzystane.
          Władza uważała, że gwałt na prostytutce nie jest gwałtem, bo podchodzi pod jej profesję. Nikt się tym nie zajmował.
Zlecenie dostaliśmy od wielu osób naraz, od rodzin i kochanków tych biednych dziewczyn. I wreszcie mogłam je wypełnić.
Teraz spieszyłam do domu, wyglądając niczym koszmarna panna młoda, w białej sukni przemoczonej od krwi, już zasychającej. Materiał stawał się przez to strasznie sztywny.

          Wróciłam do gildii. Bez przebierania się poszłam do ojca, by złożyć raport. Było dokładnie jedenaście ofiar, coś na tak dużą skalę musiałam zgłosić.
          Obudziłam go. Nie był nawet do końca przytomny, więc na samym początku poszedł do kuchni, nie przejmując się, czy za nim idę. Widziałam, że popija swoją „poranną” mieszankę, dopiero wtedy spojrzał na mnie przytomnie...
          I wtedy wpadł we wściekłość. Jak zwykle krzycząc, że mam na siebie uważać, że jeśli mnie złapią...



           «Krystian?»

Od Cynthii CD Krystian

          Tak dobrze mi się spało... Tak dobrze. Czułam się bezpiecznie.
          Ale byłam głodna. Nawet bardzo. I to mnie obudziło.
          Usiadłam, mrucząc coś pod nosem. Przetarłam oczy i ziewnęłam szeroko.
          Poniuchałam trochę. Nie czułam już dymu... To dobrze.
          Nie pamiętałam, kiedy zasnęłam. Po prostu urwał mi się film. No cóż.
          Zwlokłam się na podłogę i usiadłam, jeszcze raz ziewając. Przeciągnęłam się i podjęłam próbę otwarcia oczu, co szło mi opornie. A gdy wreszcie mi się udało, stwierdziłam, że nie mam na sobie spodni.... Ale męską koszulkę, owszem. Nie pamiętam, żebym sama się przebierała.
          Wstałam. Rozejrzałam się, szukając dolnej części garderoby. Albo nie było jej na widoku, albo byłam jeszcze zbyt senna.
          Spojrzałam na łóżko. Acha. Leży tam. Krystian.
          Ale.
          Skoro jest w moim łóżku i chyba spędził tam noc...
          Ale przecież mam na sobie bieliznę. Mam, nie?
          Podniosłam trochę koszulkę. Okey, bielizna jest. Więc chyba nie złamałam zasady.
          Wzięłam sobie ubrania na zmianę i poszłam do łazienki. Ogarnęłam się, ubrałam w białą koszulę i moje ukochane, skórzane spodnie, będące niczym, szczerze mówiąc, druga skóra, i rozpuściłam włosy. Ze szczotką wróciłam do pokoju, odsłoniłam okna i usiadłam na parapecie. Czekałam, aż mój „gość” się obudzi, w tym czasie czesząc włosy. Jako że samo zajęcie było wymagające, wzmagał się też mój apetyt.
          Nawet gdy wreszcie skończyłam pleść dwa warkocze, każdy po innej stronie głowy, chłopak wciąż się nie budził. Zniecierpliwiona cisnęłam w niego poduszką i to mocno. Może i jest jeszcze wcześnie, co wnioskowałam po pustym placu, ale jest w moim pokoju i panują tu moje zasady.
          – Wstawaj! Już, już! – Okładałam go poduszką. Gdy zaczął się budzić, wycofałam się, by skończyć ubieranie. Włożyłam miękkie skórzane buty...
          Tak, zdecydowanie mam słabość do skóry.
          Na koszulę założyłam skórzany gorset, przypominający kamizelkę, lecz z przodu kończącą się pod biustem. Męczyłam się jakiś czas ze sznurowaniem, nie mogąc zacisnąć go dość mocno, bo wyślizgiwał mi się z palców.
          Spojrzałam na chłopaka, który wciąż zaspany siedział na brzegu łóżka.
          Podeszłam do niego i stanęłam tuż przed nim.
          – Skoro już nie śpisz, to mi pomóż. Potem idziemy na śniadanie, a następnie idziesz ze mną. Potrzebuje tragarza – oświadczyłam twardo.




           «Krystian?»

Od Cynthii CD Krystian

          Lekko dźgnęłam go łokciem w żebra, tak, by nie trafić w ranę.
          – Czasem nie wiem, czy jesteś jakiś wyjątkowo honorowy, czy głupi, czy dziecinny. Określ się, bo jest to wyjątkowo irytujące. Właściwie, to i tak jak ty – fuknęłam pół serio, pół żartem.
          Nagle stwierdziłam, że, cóż... Zimno mi w tyłek. Chociażby dywan byłby lepszy.
          Wyślizgnęłam się zwinnie z jego objęć i podniosłam się chwiejnie, opierając o szafkę.
          – Niewygodnie. Twardo – stwierdziłam, dreptając do pokoju. Wciąż mocno przyciskałam jego koszulkę do nosa.
          Poszłam, oczywiście, na łóżko. Słyszałam też, że idzie za mną. Czy wcześniej wymieniłam mu, że jest uparty?
          Usiadłam sobie na środku posłania. Widziałam, że chłopak stanął w drzwiach.
          – No, na co czekasz? Chodź tu, poduszko – rozkazałam, wskazując miejsce obok siebie. Po krótkim namyśle podszedł i usiadł, ale na samym brzegu łóżka. I tak się o niego oparłam.
          – Jak ci zimno, to weź sobie kołdrę – mruknęłam. Zaraz potem coś mi zaświtało...
          Wręcz rzuciłam się na brzeg łóżka, a dokładniej na niego, na jego kolana. Jedną ręką sięgnęłam pod łóżko, by nareszcie znaleźć koszyk pełen pyszności. Wyciągnęłam go na łóżko, wciąż zostając z jedną nogą przerzuconą przez jego kolano.
          Dorwałam butelkę dobrego, lekkiego wina. Takiego, jakie zazwyczaj dostają dzieci krótko przed osiemnastką, by móc wykonać toast.
          Widziałam krytyczne spojrzenie Krystiana. No, cóż. Dla mnie to nawet nieprawdziwe wino.
          – To tylko owocówka. Dzieci to nawet piją. Alkoholu to tu prawie nie ma – zaczęłam dobierać się do korka. Jako że jedną ręką trzymałam koszulkę, to korek, tym razem jak na złość zrobiony z czegoś twardego, musiałam pokonać zębami.
          Zaczęłam go gryźć, mocno zaciskając zęby. Najpierw szło trudno, ale gdy popękał, po prostu go wyciągnęłam. Upiłam kilka łyków, po czym wsadziłam butelkę między kolana. Sięgnęłam do koszyka po ciastka. Wpakowałam sobie jedno do ust.
          Nagle poczułam, że butelka mi ucieka. Spojrzałam w górę. Znowu mi zabierał...
          – Chociaż spróbuj, a nie od razu po prostu zabierasz. – Udając obrazę, położyłam się plecami do niego.
          Byłam wdzięczna. Już od lat nawet ojciec ze mną nie siedział... Ale teraz czułam się nawet dobrze jak na sytuację. Nawet.



           «Krystian?»

Od Cynthii CD Krystian

          ... Ach. No tak. Mogłam się spodziewać. Moja blizna nie była czymś, co można było przegapić.
          – Nie wiem. Nie pamiętam – odpowiedziałam prosto. – Były już w moim pierwszym wspomnieniu. Znałam wtedy tylko swoje imię, wiem, i fakt właśnie o tej bliźnie. I nic więcej. – Spojrzałam w górę, na niego. Nie patrzył na mnie... Wiedziałam dlaczego. Trzeba mieć albo pecha, albo szczęście, żeby wziąć jedną z najbardziej wydekoltowanych bluzek. Mimo wszystko nie patrzył w dół. Albo nieśmiały, albo honorowy. Albo i to, i to.
          – Czasem mnie jeszcze boli, chociaż zagoiła się już jakieś dwadzieścia dwa lata temu, jak nie więcej. Podobno wygląda jak poważne oparzenie, nie wiem. A jeśli to naprawdę po oparzeniu, to wszystko by tłumaczyło.... – Głos miałam mocno stłumiony przez jego koszulkę, którą wciąż trzymałam przy nosie i ustach. Zapach, jego zapach, wciąż był intensywny, ale odrobinkę słabszy. Na razie starczy.
          – Tłumaczyło co? – dopytywał. A ja, o dziwo, odpowiadałam. Może dlatego, że przez ten strach, który sprawiał, że wciąż drżałam, miałam przytłumiony umysł.
          – Boję się ognia – przyznałam. – Wiem, że to widać. W Gildii wiedzą o tym wszyscy. Chociaż, prawdę mówiąc, teraz jest o niebo lepiej niż kiedyś. Bo wyobraź sobie dziesięcioletnią dziewczynkę, która boi się nawet świecy. – Ja mówiłam, a on słuchał. Miłe uczucie. – Długo trwało, zanim jakkolwiek się z tym oswoiłam... – Zamilkłam, po prostu opierając głowę o jego ramię, z koszulką na twarzy.
          Nie tylko to, że słuchał, było miłe. Po raz pierwszy od chyba samego początku kontakt z nagą skórą nie miał nic wspólnego z moją pracą. Był uspokajający i kojący.
          Ułożyłam się wygodniej na jego ramieniu. Zsunęłam się niżej, prawie się kładąc. Wtedy też zauważyłam, że na mnie spojrzał. Dopiero wtedy.
          – Możesz patrzeć. Nie przeszkadza mi to – oznajmiłam. Poczułam też jego dłoń, przelotnie głaszczącą moje włosy.
          – Głaskaj – zażądałam. – Wygłaskałam kocura, więc teraz twoja kolej. – Zamknęłam oczy. Spać nie mogłam, jedynie starałam się opanować dreszcze.




           «Krystian?»

Od Cynthii CD Krystian

          Nie dość, że mnie trzyma, to jeszcze pieprzy głupoty.... Ale kiedyś musi mnie puścić.
          Znów zaczęłam się wykręcać i wywijać, aż wreszcie wyślizgnęłam się z jego uścisku.
          Problemem było to, że nagle nie miałam pojęcia, gdzie dałam wino, które schowałam na dziś... Miałam zbytnią pustkę w głowie.
          Ale, ale... mam coś chyba tutaj schowanego, na czarną godzinę...
          Pełznąc trochę jak gąsienica, wciąż owinięta kocem, dopadłam do szafeczki. Otworzyłam ją i zaczęłam przeszukiwać, aż znalazłam zakorkowaną butelkę. Otarłam ją z cienkiej warstewki kurzu i się jej przyjrzałam. Białe, blech.
          No ale, innego raczej teraz nie znajdę...
          Złapałam korek zębami i zaciskając powieki, wyciągnęłam go bez większego trudu. Wyplułam korek byle gdzie i na raz opróżniłam zapewne jedną trzecią butelki, nie przejmując się, że cieknie mi po brodzie i na ubranie.
          Gdy przełknęłam chłodny płyn, co dało ulgę podrażnionemu przez dym gardłu, mimo że sam trunek był średni w smaku, głęboko odetchnąłem. Oparłam się o szafkę plecami, opierając ramiona na kolanach, a na nich czoło. Koc zsunął mi się z ramion, a butelka dyndała w mojej prawie bezwładnej ręce. Po kilku chwilach usłyszałam ciche szuranie, a zaraz potem poczułam ciepło tuż obok siebie. Koc został dokładnie naciągnięty na moje ramiona, a na karku spoczęła ręka, delikatnie głaszcząca i... Uspokajająca.
          Nikt się nie odzywał. Po prostu panowała cisza. Starałam się, jak mogłam zakrywać nos kocem, żeby nie czuć swądu spalenizny, ale nic to nie dawało. Beznadziejna sytuacja.
          Lekko kiwając się pod głaskającą mnie dłonią, wreszcie przechyliłam się na bok i oparłam się o niego... I nie odsunęłam się. Ba, nawet zebrałam na tyle siły, by ruszyć tyłek w tym samym kierunku i się przysunąć.
          Poczułam, że chłopak zabiera mi butelkę. Nie sprzeciwiałam się. I tak miałam zamiar wylać resztę. Jak można robić coś tak obrzydliwego, jak białe wino?
          Mając teraz wolną rękę po jego stronie, chwyciłam miękki materiał jego koszulki. Zrobiłam to właściwie, nie myśląc, ale zamiast chować nos w kocu, wcisnęłam go w jego koszulkę, naciągając ją chyba do granic możliwości. I to naprawdę pomogło, zamiast spalenizny czułam inny zapach...
          Czułam na sobie jego pytający wzrok.
          – Nie czuję w ten sposób dymu – mruknęłam cicho, tłumacząc. Wciąż miałam zaciśnięte powieki i spięte ramiona. – ... Pewnie wyglądam teraz jak spanikowana, chlejąca wywłoka, szukająca pocieszenia, u młodszego, co...? – szepnęłam jeszcze ciszej, kuląc się w sobie.




           «Krystian?»