Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Takie życie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Takie życie. Pokaż wszystkie posty

sobota, 12 sierpnia 2017

Od Cynthii CD Krystian

          Z zakupami uwinęłam się szybko, nawet bardzo. Toreb było dużo, ale dawałam rady.
          Kupiłam trzy suknie; wytworną, „niegrzeczną” i dziewczęcą. Do tego kilka koszuli, bluzek, spodni i gorsetów. Spódnice ominęłam, bo po co. Do tego kilka par butów.
          Potem kosmetyki. Do pielęgnacji włosów, kremy, makijaż, do ciała, perfumy i różne takie. Połasiłam się nawet na trochę biżuterii.

          W drodze do cukierni natrafiłam jeszcze na kilka sklepów z ciekawymi duperelami. Wreszcie zdecydowałam się na odświeżenie swojego zapasu bielizny. Nie mogłam powstrzymać się przed kupieniem pięknej koszulki nocnej, która według sprzedawczyni była bielizną ślubną. Mimo to postanowiłam ją kupić, cały zestaw.

          Jako że miałam jeszcze dużo czasu, odniosłam zakupy do gospody. Spędziłam kilka chwil, oglądając piżamę. Nagle nie byłam już pewna czy dobrze zrobiłam, kupując ją. Delikatna koszulka z mocno przylegającym materiałem do biustu i głębokim dekoltem, rozszerzająca się i... Długa. Bardzo.
          Widocznie była uszyta na osobę dużo większą ode mnie, bo sięgała mi do kolan, a rozcięcie z przodu, ozdobione falbanką, zapewne nawet by się nie rozchylało. Przymierzanie trwałoby za długo, a falbaniaste ramiączka zapewne będą spadać. Wszystko będzie musiało trzymać się na biuście...
          Majtki, będące mieszaniną delikatnej, wręcz przezroczystej koronki i boskiego w dotyku materiału były po prostu śliczne. Do tego jeszcze pas i pończochy, a także falbankowa podwiązka, wszystko bielutkie jak śnieg. Samo założenie czegoś takiego jest wystarczające, by podnieść samoocenę kobiety.
          Kupiłam też długą białą wstążkę, by wpleść ją we włosy tak, by je dobrze trzymała. Tak, mam zamiar w tym spać. Ale tylko prywatnie i dla własnej wygody

          Poszłam do tej cukierni. Jako że był czas, weszłam do środka. Tak tam pachniało... I wyglądało tak apetycznie...
          Zjadłam trzy pączki. Potem jeszcze dwie babeczki, pięć czekoladowych precli, kilkanaście paluszków ze słodkiego ciasta i nakupiłam tyle słodyczy na zapas, że miałam problem to nieść. A na dwór wyszłam z bułką z makiem w zębach, prawie nic nie widząc przez paczuszki z pysznościami.
          Mimo wszystko zauważyłam go. Czekał.
          Podeszłam do niego i bez słowa przed nim stanęłam.




           «Krystian?»

Od Krystiana CD Cynthia

          Goniłem za nią, nie mogłem spuścić jej z oczu. W końcu złapałem ją za rękę i pociągnąłem do siebie.
          – Ej, poczekaj. Mam propozycję. Skoro już obiecałem ci, że cię tam nie zaciągnę wbrew swojej woli i obietnicy dotrzymam, to nie masz powodu tak biec. Jak rozumiem, potrzebujesz pewnie kilku nowych rzeczy, a ja jako facet nie mam ochoty uganiać się za tobą po sklepach i to jeszcze z modą damską. Proponuję dać sobie jakiś limit czasu na zakupy. Ja też kupię coś dla siebie i Jardana, a potem się spotkamy w jednym punkcie. Możemy potem gdzieś iść albo wrócić już do gospody. Wybór będzie należał do ciebie. Wybierz sobie, co chcesz, ja nie będę ci przeszkadzał. Myślę, że trzy godziny starczą, najwyżej potem się spotkamy i ustalimy, ile czasu ci jeszcze potem w razie czego potrzeba, hm? Odpowiada ci taki układ, czy chcesz się gonić i nic nie móc sobie powybierać? – Spojrzałem na nią spokojnie. Może nie powinienem jej ufać, ale chciałem. Czekałem chwileczkę na jej odpowiedź.
          – No dobra, spotykamy się za trzy godziny pod witryną tamtej cukierni. – Wskazała w lewo, na duży sklepik ze słodyczami.
          – Dobra. – Uścisnąłem jej rękę na zgodę i się rozstaliśmy. Poszedłem na targ. Nikt nie kazał mi nic kupować, wystarczyło mi słuchać i zachwycać się ludźmi. Od razu poprawił mi się humor, przestałem się nią przejmować, martwić się, że mi ucieknie. Liczyło się tu i teraz. Krzyki kupców, śmiech dzieci i odgłosy zwierząt.

          W końcu trafiłem na stragan rymarza. Postanowiłem kupić nowe siodło i ogłowie dla ogiera. Wybrałem zwykłe czarne, ale mocne i wytrzymałe. Oprócz tego brązowy kantar i juki do siodła, bukłak i palcat. W drodze powrotnej wziąłem też jabłka i marchew dla konia. Odniosłem to do gospody i poszedłem kupić ubrania. Potrzebowałem nowego płaszcza, kilku koszul, spodni i dobrych, wysokich butów. Znalazłem wszystko raz-dwa. Trochę się wykosztowałem. Może przymrę głodem, ale za to w dobrym stylu! Kiedy miałem już wszystko, poszedłem pod cukiernię. Spojrzałem na zegar na ratuszu. Już pięć minut spóźnienia... Ach, te kobiety.




           «Cynthia?»

Od Cynthii CD Krystian

          Spałam chyba długo... Długo i głęboko. Gdy wreszcie się obudziłam, czułam lekkie zawroty głowy, ale to nic w porównaniu z tym, jak czułam się wcześniej.
          Chciałam się podnieść, wciąż otumaniona przez resztki snu, ale nie mogłam. Nie do końca też kapowałam, czemu...
          Poświęciłam kilka chwil na poukładanie myśli. Jedna po drugiej....
          I wreszcie stwierdziłam, że znajduję się w całkiem nienormalnej sytuacji, nie mając dokąd iść, a w dokładnie tym momencie leżę w łóżku z tym głupkiem, który nic sobie nie robi z mojej wściekłości i niezadowolenia. Samobójca czy desperat?
          Wreszcie udało mi się usiąść i zrzucić jego rękę leżącą na moim brzuchu. Dostał nią w twarz, ale nie interesowało mnie to zbytnio. W każdym razie gwałtownie się obudził, podrywając się. Prychnęłam z pogardą.
          Taaaak, gardziłam nim. Tak bardzo. To złodziej, najgorszy ze wszystkich. Ukradł mi moją najcenniejszą rzecz. I po raz pierwszy całkowicie nie wiedziałam, jak na coś zareagować. I jakie to uczucie.... Bo nie było złe. Nie fizycznie, ale psychicznie, to był cios!
          Wstałam, podchodząc do szafki, na której stała szklanka z wodą. Chwilę na nią spoglądałam, sprawdzając, czy wciąż mnie obrzydza. Nic na to nie wskazywało, więc mogłam spokojnie wypić. Przy okazji przez ramię posłałam Krystianowi najbardziej nienawistne spojrzenie, na jakie było mnie stać.
          Gdy odstawiałam szklankę, nagle mocne ramiona złapały mnie od tyłu w mocny uścisk, nie pozostawiając pola do manewru. Zaraz potem poczułam jego wilgotne wargi na policzku, tuż obok ucha. Wściekle wbiłam mu za to łokieć pod żebra... Nie tam, gdzie rana. Taka nie jestem.
          Wyrwałam się mu i poszłam szukać swoich ubrań. Gdy je znalazłam, poszłam do łazienki, by się przebrać. Nie mogłam się opanować, by po raz kolejny uświadomić mu wzrokiem, jak bardzo go nienawidzę. Zatrzasnęłam za sobą drzwi.
          Szybko się przebrałam, rozczesując włosy palcami i splatając je znów.
          Chciałam szybko wyjść, nie patrząc nawet na niego, ale krok za drzwiami po prostu się o niego rozbiłam.
          I wtedy poczułam kolejny pocałunek. W czoło.
          Teraz już byłam chodzącą nienawiścią.
          Wywinęłam się jak najszybciej, kierując się do drzwi. Nie dane mi było jednak nawet nacisnąć klamki, bo gdy położyłam na niej rękę, znów mnie dopadł. Złapał mnie w pasie jednym ramieniem, drugą dłonią złapał moje palce leżące na klamce i uniósł je do ust... Znów całując.
          – Miałaś już mi nie uciekać... – W jego głosie brzmiała odrobinka wyrzutu. Zignorowałam to.
          – Nienawidzę cię – oświadczyłam. Poczułam mocniejszy uścisk.
          – A ja ciebie nie.
          – Guzik mnie to obchodzi. Czego ode mnie chcesz? – Mój głos wciąż był ostry.
          – Tylko mnie kochaj – wypalił. Aż się skrzywiłam. Ton głosu miał tak słodki, że chyba szybciej by miód zgnił, niż zabrakło cukru w jego głosie. Cholera no...
          – Nie, dzięki. Kocha to się dzieci – szarpnęłam się. Nie chciał mnie puścić...
          – Więc kochasz tylko mnie – dodał. Na początku zamarłam, nie wiedząc, o co chodzi. Zaraz doszło do mnie jednak, że przecież nazywałam go dzieciakiem...
          Wściekle spojrzałam w górę, na jego twarz. Co za irytujący uśmiech... Chętnie bym mu przylała. Tak mocno.
          – Chciałbyś. Kocha to się w łóżku – szybko wymyśliłam kolejną wymówkę.
          – No to chodź – Ech. Zdobył ten punkt. Zmarszczyłam brwi, po czym przywdziałam uwodzicielską minę.
          – To mnie weź – mruknęłam. Sądząc po całym jego dotychczasowym zachowaniu, powinien się odczepić...
          Ale nie. Tak bardzo się pomyliłam
          Zostałam dosłownie zgarnięta i uniesiona. Po raz kolejny wylądowałam na łóżku, w uścisku tak szczelnym, że nie mogłam się wydostać. Musiałam odwrócić głowę, by móc oddychać bez konieczności duszenia się przez jego koszulkę.
          – To teraz mnie kochaj – usłyszałam. Skrzywiłam się.
          – Dzieciak.
          – Kochaj mnie jeszcze bardziej.
          – Jakoś się do tego nie zabierasz – burknęłam. Czy kiedykolwiek ktoś irytował mnie tak bardzo, jak on? Nie.
          – Nie zrobię tego... I chciałbym, żebyś przestała tak pracować.– Ta słodycz ustąpiła miejsca gorzko-błagalnej nucie.
– Więc po prostu nie wezmę za to pieniędzy. Wtedy to nie będzie praca. – Gdy tylko skończyłam mówić, chwycił moją twarz, podciągając mnie do kolejnego pocałunku.
          Nie broniłam się. Nie miałam jak, bo moje ramiona były unieruchomione w jego objęciach. Po prostu pozwalałam mu robić, co chciał.
          Gdy wreszcie dał mi oddychać, zapytałam:
          – Wypuścisz mnie wreszcie? Muszę kupić kilka potrzebnych rzeczy.
          – A nie uciekniesz?
          – Może tak, może nie.
          – To nie wypuszczę.
          – To sama się wypuszczę.
          – To pójdę za tobą.
          – Nie wątpię – prychnęłam. – I tak byś to zrobił. Więc po prostu zostaw mnie już i daj mi wyjść.
          Wreszcie zabrał ramiona. Szybko stoczyłam się z łóżka i ruszyłam pewnie do drzwi. Otworzyłam je szarpnięciem i ruszyłam w miasto. Leciał za mną, słyszałam to.
          Pieniądze miałam w kieszeni. Najpierw musiałam kupić ubrania... Szkoda, że nie miałam do tego całkiem głowy, nie na tę chwilę.




           «Krystian?»

Od Krystiana CD Cynthia

          Kiedy ją znalazłem w zamkniętej uliczce, zrobiło mi się jej strasznie żal. Podszedłem w jej stronę powoli, uklęknąłem przed nią. Ująłem ją pod brodę i uniosłem jej głowę. Pocałowałem ją namiętnie. Pocałunek podziałał na moje ciało. Potem mocno ją do siebie przytuliłem.
          – Dobrze, nie zabiorę cię tam. Ale obiecaj, że już więcej mi tak nie uciekniesz – szepnąłem bardzo poruszony. Wsunąłem dłonie pod jej uda i uniosłem ją jak dziecko, przytulając jej głowę do swojego ramienia. Zaniosłem ją do karczmy, zamówiłem pokój. Wniosłem ją na piętro i od razu zaniosłem do łazienki. Postawiłem ją i zdjąłem z niej całe ubranie. Nie patrzyłem na jej wdzięki, to teraz było nieważne. Nie słuchałem jej sprzeciwów, nie broniłem się przed biciem. Po prostu jej usługiwałem, spokojny i cichy. Wsadziłem ją do wody i umyłem dokładnie. Potem opatrzyłem jej rany i ubrałem ją w swoją koszulkę i bieliznę. Zaniosłem ją na łóżko. Podałem jej coś do picia, ale nie chciała. Nie mogła nie pić, odwodni mi się. Spróbowałem napoić ją na siłę, potem przez pocałunki. Nie miała jak pluć, więc musiała pić. Nie było innego sposobu. Potem kazałem się jej położyć, kiedy nie chciała, ułożyłem się obok niej i objąłem ją ramieniem, przyciągając do siebie. Nie miała jak wstać i uciec.
          Trochę minęło, kiedy zasnęła, ale kiedy w końcu to nastało, pierwszy raz poczułem, że chce mi się płakać. Schowałem nos w jej włosach i zamknąłem oczy.
          – Kocham cię, cholero, i nawet nie wiesz, jak strasznie się o ciebie martwiłem… – Dwie obietnice spełnione. Oparłem głowę wygodnie na poduszce, tuląc ją do siebie ostrożnie. Pozwoliłem sobie wsunąć dłoń pod jej koszulkę, na brzuch. Zasnąłem…




           «Cynthia?»

Od Cynthii CD Krystian

          Znalazłam trzech klientów, jednego po drugim. Wszyscy płacili dobrze, więc miałam już dość pieniędzy. A to, że jeden nie był zbyt normalny i narobił mi sporo siniaków, to już inna historia.
          Ogarnęłam się trochę, by nie straszyć przechodniów. Teraz reagowały na mnie głównie zwierzęta, uciekając i wpadając w panikę.
          Wciąż czułam palące pragnienie i obrzydzenie do wody. Kilkukrotnie musiałam walczyć z własnym żołądkiem.
          Wodowstręt połączony z pragnieniem. Nie ma nic gorszego.

          Gospoda. Muszę znaleźć sobie pokój...
          Szukałam czegoś dobrego. Stać mnie. Żadnych robali ani brudu.
          Gdy wreszcie kierowałam się do wybranej gospody, oczywiście starając się przemykać niepostrzeżenie, nagły impet uderzenia prawie zwalił mnie z nóg. Zamarłam na kilka chwil...
          – Tak się o ciebie bałem, mała cholero...
          Gdy to usłyszałam, poczułam wściekłość, pomimo olbrzymiego zmęczenia. Zaczęłam się wyrywać, zawzięcie, ale słabo.
          Nie zdołałam się wyrwać z jego uścisku, z uścisku tego głupka...
          Korzystając z tego, że jego ramię było była mniej więcej na wysokości mojej twarzy, mocno wbiłam zęby w jego obojczyk, przez ubranie.
          Najwidoczniej go to zaskoczyło, bo mnie puścił. Mogłam odskoczyć, chwiejąc się odrobinę.
          – Nie dotykaj mnie – warknęłam, wbijając w niego wściekły wzrok.
          Nie czekałam, aż cokolwiek powie, od razu puściłam się biegiem, nie do gospody, ale w labirynt wąskich uliczek.

          Im dalej biegłam, tym mniej osób napotkałam. Jednakże wciąż słyszałam za sobą kroki chłopaka.
          Nie chciał się poddać. Wciąż mnie gonił.
          Mogłabym go zabić.
          Wtedy miałabym spokój.
          ...NIE.
          Nie mogę tego zrobić. On jest niewinny, nic nie zrobił. Przynajmniej nic, co mogłabym wiedzieć.
          Pogrążona w myślach potknęłam się, lądując na kolanach. Ręką szukałam oparcia na chropowatym murze, co zdarło mi skórę. Podniosłam się szybko, by dalej uciekać.
          Jak zwierze.
          Zaczynałam tracić siły. Moje ciało odmawiało posłuszeństwa. Musiałam mocno zagryźć wargę, by nie paść twarzą w brud.
          Jego kroki nieubłaganie się zbliżały.
          Czułam strach. Irracjonalny strach osoby słyszącej kroki za sobą. Wiedziałam, że on mi nic nie zrobi, ale i tak...
          Bałam się nawet pomyśleć jego imię. Czułam, jakby moja własna krew miała rozsadzić mi czaszkę.

          Kolejny zakręt. Lewo, prawo, prawo...
          I wpadłam na ścianę. Zabolało.
          Ślepy zaułek. Najgorsze, co mogło mnie spotkać.
          Po ścianie osunęłam się na ziemię. Już mnie miał jak na talerzu. Nie miałam nawet siły wstać. Mogłam tylko czekać.
          Gdy stanął przede mną, zdałam sobie sprawę z tego, że dudnienie krwi w uszach wręcz mnie ogłusza. Brak wypoczynku dawał się we znaki.
          Oblizałam spierzchnięte wargi, mierząc go wzrokiem. Niech robi, co chce. Złapał mnie. Ale...
          – Jeśli tylko spróbujesz mnie tam zabrać... Zabiję cię. Obiecuje ci to. Możesz zrobić, co chcesz, ale ja tam nie wrócę. –           Zamknęłam oczy, czekając na jakiekolwiek jego słowa bądź czyny.



           «Krystian?»

Od Krystiana CD Cynthia

          Nie umiałem spać. Cały czas miałem przed oczami obraz bestii z piękną twarzą Cysi. Potwór, demon, zabójca... Ale też śliczna, delikatna, przestraszona Cynthia. Nie wiedziałem jak ją postrzegać... Znałem jej dwa oblicza, oba zapewne prawdziwe. Westchnąłem głośno i zacisnąłem palce na swoich włosach.
          – Co się dzieje... Cynthia, kim ty jesteś? Muszę z tobą porozmawiać. Ale najpierw potrzeba cię znaleźć. Szkoda, że nie jestem psem albo wilkiem. Tylko głupim kotem – mruknąłem niezadowolony. – Przynajmniej podobało ci się mruczenie i futerko. Twoje piękne, delikatne dłonie. – Uśmiechnąłem się. – To jesteś prawdziwa ty. Delikatna, kobieca, zmysłowa. Żywiołowa, pełna energii, urocza. Czasami potrzebująca pomocy i oparcia, tego dosłownego też. – Uniosłem znów medalik na wysokość oczu. – Kocham cię taką, Cysiu... – wyszeptałem tak, żeby nikt przypadkiem tego nie usłyszał. Uśmiechnąłem się. Ale ja jestem głupi...

          Przed świtem zszedłem przygotować konia, wysprzątać stajnie. Potem poszedłem zjeść śniadanie. Kiedy kończyłem, na placu pojawiło się już sporo osób patrzących na trofeum łowcy. Ojciec też tam był. Po cichu zbliżyłem się do niego. Usłyszałem rąbek rozmowy, ale było tam coś o wydawaniu policji. Na to nie pozwolę, nigdy. Odbiegłem, zwracając tym samym jego uwagę i wskoczyłem na grzbiet konia. Wyjechałem na miasto w galopie. Muszę ją znaleźć przed nimi wszystkimi!

          W mieście musiałem zwolnić. Za dużo ludzi na ulicach, blokowali przejazd. No i Jardan się denerwował. Zsiadłem z ogiera i prowadziłem go za sobą za pasek kantara, trzymając jego łeb blisko siebie. Rozglądałem się za nią czujnie.
          – Gdzie jesteś...? – zamruczałem cicho jak kot. Szukałem jej tak do późnego południa. Potem wyjechałem poza miasto. Krążyłem po okolicznym lesie, nasłuchując i rozglądając się. Znalazłem truchło królika. Nie zabiło go zwierzę, o nie. No i nie było jakoś wiele śladów krwi. Ktoś ją zebrał albo spił... Na gałęzi znalazłem kosmyki jej pięknych włosów. Była tu i chyba wiem, co się stało ze zwierzakiem... Zacząłem dokładniej przeszukiwać las, mając nadzieję, że szybko ją znajdę.

          Niestety musiałem wrócić do miasta, kiedy zaczęło zmierzchać. Ludzie już uciekali do domów i ulice były puste, więc jechałem konno. Przeglądałem twarz mijanych ludzi, usilnie próbując znaleźć Dziedzica. Martwiłem się coraz bardziej. Gdzie ona do cholery była?! Czułem się bezsilny i beznadziejny. Przecież nie mogła się rozpłynąć! Załamany zatrzymałem się w gospodzie na piwo. Może tu czegoś się dowiem. Zamówiłem kufel dobrego piwa i zająłem miejsce obok łowców przygód. Słuchałem ich. Kiedy zaczęli mówić o upiornej pannie młodej, od razu wykazałem większe zainteresowanie. Kto by pomyślał, że zaczną krążyć o niej legendy niedługo po jej wyczynach. Uśmiechnąłem się tylko pod nosem, słysząc, z jakim strachem ostrzegają się nawzajem i straszą. Nagle usłyszałem rżenie konia i wyszedłem szybko. Czyżby ktoś chciał zwinąć ogiera? Wypadłem z gospody i spojrzałem na niego. Koń tańcował w miejscu, wyrzucając łeb do góry, patrząc w jednym kierunku. Spojrzałem w tamtą stronę i myślałem, że zaraz się rozpłaczę. Jej twarz mignęła mi tylko chwilę, ale wiedziałem, że to ona. Puściłem się zaraz miękkim sprintem w jej stronę i objąłem ją w żelaznym uścisku szczęśliwy.
          – Tak się o ciebie bałem, mała cholero...




           «Cynthia?»

czwartek, 10 sierpnia 2017

Od Cynthii CD Krystian

          Całą noc spędziłam na krążeniu ciemnymi uliczkami. Gdy ciemna sylwetka jakiejś osoby przecinała mi drogę, mocniej zaciskałam ręce założone na piersi. Chciałam znów poczuć rozszarpane mięso pod dłonią...

          Nad ranem byłam wykończona, fizycznie i psychicznie. Palce skostniały mi z zimna, ale w każdej żyle czułam pulsowanie gorącej krwi. Uświadamiało to mi, co zrobiłam.
          Język całkiem przylepił mi się do podniebienia, tak sucho miałam w gardle. Powinnam się napić...
          Nie mogłam.
          Gdy zbliżyłam się do rzeki, spojrzałam na wodę... Musiałam szybko się wycofać. Mimo że tak bardzo jej pragnęłam, wydawała się nagle czymś obrzydliwym i paskudnym.
          Musiałam się napić, inaczej chyba groziła mi utrata przytomności.
          Nie chciałam odbierać kolejnego życia, ale musiałam. Nie miałam wyboru, nie miałam siły, by pokazać się między ludźmi i kupić jakiś trunek. Ach, no i zgubiłam resztę pieniędzy.
          Złapałam królika. Brzydząc się sama sobą, pozwoliłam mu się wykrwawiać, spijając słodką krew.

          Schowałam się w jakieś piwniczce, do której dostałam się przez wybite okienko. Pokaleczyłam się trochę szkłem, ale na tę chwilę mi to nie przeszkadzało. Nawet bezdomne koty przede mną uciekały, ech...
          Siedziałam tam jakiś czas. Gdy zapach stęchlizny stał się zbyt irytujący, znów wypełzłam na ulicę. Słońce na niebie chyliło się już ku zachodowi...
          Musiałam zdobyć pieniądze. Na nocleg, pożywienie i ubranie. I musiałabym znaleźć sobie jeszcze jakąś dzienną pracę.
          Może pójdę do innego miasta?
          Nie, o tym pomyśli się później. Najpierw tu i teraz, szybka gotówka.
          Przejrzałam się w jakiejś szybie. Wyglądałam strasznie jak porzucona nastolatka... Może skusi się jakiś perwersyjny bogacz.
          Mogłam jedynie wędrować po ciemnych zaułkach, gdzie kogoś mogłam znaleźć.



           «Krystian?»

Od Krystiana CD Cynthia

          Słyszałem całą kłótnię. To, co sobie oboje powiedzieli, było okropne. Było mi tak szkoda Cynthii. Chciałbym stanąć w jej obronie, ale wtedy wyszłoby na jaw, że podsłuchiwałem no i, że mi na niej zależy. Jak mógłbym jej pomóc? Porozmawiać z jej ojcem? Nie, to głupie i złe. Nie mogę tego zrobić. Muszę udawać, że o niczym nie wiem i wspierać ją z ukrycia... Nie mogę powiedzieć, co do niej czuję, przecież to Dziedzic. A nawet jeśli to jestem przecież tylko głupim sierściuchem.

          Ale może jej ojciec miał rację. Przecież chcę ją tylko chronić. Chociaż nie powinien mówić takich słów... Zamyślony spojrzałem w dal i zobaczyłem ją, jak wychodzi poza gildię. Ruszyłem za nią po dachach.

          Wracałem, czując, jak zbiera mi się na wymioty. To, co ona zrobiła... „Potwór” To słowo huczało mi w głowie. Nie! Cysia nie jest potworem, o nie! Uderzyłem się za takie myśli. Usiadłem znów na dachu, tam gdzie poprzednio. Czekałem na nią. I doczekałem się... Przyniosła prezenty. Widziałem, jak zrywa jeszcze coś z szyi i ciska to na łby, a potem ucieka. Odczekałem chwilę, a potem zeskoczyłem na dół. Zabrałem medalik i schowałem go dobrze. Poszedłem wziąć konia. Jeśli zacznę ją teraz gonić, to może coś mi zrobić... Poczekam do rana. Znajdą jej trofea i poproszę wtedy o zgodę na jej poszukiwania. Jej ojciec pewnie będzie się martwił... Ja za to będę się teraz zamartwiał całą noc. Poszedłem do swojego pokoju i usiadłem na łóżku. Wyciągnąłem medalik i spojrzałem na niego.
          – Sprowadzę cię do domu, obiecuję. Powiem ci, co czuję... – szepnąłem i musnąłem wargami metal ozdoby. – Moja Cysia...




           «Cynthia?»

Od Cynthii CD Krystian

          Na początku siedziałam cicho, pozwalając się besztać. Jednakże to trwało teraz znacznie dłużej niż zazwyczaj. Robił mi wyrzuty, ciągle i bez przerwy.
Czułam, że zbiera się we mnie wściekłość
– ... Miałaś uważać i nie pakować się w nic dużego! – głos ojca był coraz głośniejszy.
– Nie jestem dzieckiem, wiem, co robię!
– Jako twój ojciec zawsze będę widział cię jako dziecko – tu odrobinę złagodniał, lecz nie złagodniało jedno; moja rosnąca furia.
– Nie jestem TWOIM dzieckiem! I nie jesteś moim ojcem, nie masz prawa mówić mi, co mam robić a czego nie! – wykrzyczałam mu to w twarz, zrywając się z krzesła, na którym siedziałam. Mebel z hukiem opadł na ziemię. Widziałam kątem oka, że kucharka stoi w drzwiach, trzymając się za serce...
          Nagle usłyszałam donośny trzask.
          Poczułam ból policzka. Zaskoczona wyprostowałam odwróconą nagle głowę...
          Ojciec stał przede mną, wciąż z dłonią uniesioną wysoko.
          Uderzył mnie. Spoliczkował
          – ... Masz rację. Nie jesteś moim dzieckiem. Jesteś potworem. Powinienem wiedzieć to od pierwszej chwili, gdy cię zobaczyłem. Oszczędziłoby to wielu problemów – jego głos był całkiem pozbawiony uczuć, zimny.
          Ale... Zabolało. To mnie zabiło. Zabiło mnie wewnętrznie.
          Po prostu odwróciłam się na pięcie i wybiegłam. Policzek piekł mnie boleśnie, rozsierdzając jeszcze bardziej.
Opuściłam pomieszczenie, budynek, i wreszcie cały teren gildii.
          Wszystko w mojej głowie pulsowało i wirowało. Mimo tak wielkich krwawych plam na białej sukni ręce mnie świerzbiły, w gardle gotowała się żądza mordu.... Nie mogłam z nią walczyć. Nie teraz.


          Dobra pamięć jest plusem w jednych wypadkach, minusem w innych. Tej nocy słowa ojca raniły mnie raz po raz, co oddawałam do otoczenia, szukając twarzy ze zleceń. Wszystko to byli ludzie nocy, więc nie miałam problemu, by ich znaleźć.

          Pierwsza i druga ofiara wywoływały u mnie delikatne ukłucia wyrzutów sumienia. Śmierć trzeciej zaczęła mnie już bawić. Pastwiłam się nad ciałem za pomocą kawałka szkła, które gdzieś znalazłam. Było to tak wspaniałe uczucie...
          Z lubością zlizywałam krew z palców, nawet nie myśląc.
          Nie skończyło się na trzech. Znalazłam miejsce, gdzie schowałam ciała, niedaleko płynącej przez miasto rzeczki i ruszyłam dalej.
          Pięć, osiem... Dziesięć...
          Siedemnaście. Tyle ciał znalazło się w tym moim kąciku.
          Bawiłam się nimi, kaleczyłam i rozrywałam wnętrzności...
          A potem wpadłam na pomysł.
          Na prawym ramieniu każdego trupa wyryłam słowo. To, czym był, czym zawinił. Mordercy, gwałciciele, oszuści...
          A potem odcięłam im głowy.

          Musiałam zdobyć ubranie na zmianę. Po prostu rozwaliłam witrynę sklepową i zabrałam, co chciałam. Ale nie, nie jestem złodziejką. Zostawiłam pieniądze za strój i szybę.
          Nad rzeką zdjęłam suknię. Wyczyściłam się i przebrałam, po czym zaczęłam przeciągać ciała na rynek. Niech je znajdą.
          Na koniec zrobiłam z pokrwawionej sukni coś w stylu worka i zapakowałam tam te wszystkie głowy. Dla nich miałam inne „zadanie”.
          Tak zapakowany „prezent” zatargałam pod gildie. Zostawiłam go przy drzwiach...
          Po krótkim namyśle zerwałam z szyi Medalik Dziedzica. Rzuciłam go na cały pakunek i się ulotniłam. Nie miałam pojęcia, co będę robić przez noc. W każdym razie adrenalina na pewno nie pozwoli mi spać.



           «Krystian?»

Od Krystiana CD Cynthia

          Nie miałem odwagi jechać za nią. Zabrałem konia na jazdę po lesie. Cały czas o niej myślałem. Nie lubi tego. Więc dlatego to robi? No przecież to okropne, robić coś takiego wbrew sobie. Muszę zapytać, ale pewnie mnie zabije. Hahahaha! Raz kozie śmierć. Zresztą i tak chce mnie zabić. Zupełnie nieskupiony na jeździe dostałem gałęzią po twarzy. To był dobry powód, aby wrócić na ziemię. Pędziłem z Jardanem przez pola i błonia, skupiając się jedynie na pracujących mięśniach pod skórą wierzchowca i biciu naszych serc. To była wspaniała cisza. Dobrze, że miałem zajęcie, bo tak to bym siedział i myślał. O niej (co nie byłoby takie złe), o matce i całym swoim beznadziejnym życiu…
          Wróciłem do domu, osuwając się z konia z powodu rany. Zmierzchało już. W drodze do pokoju pytałem o nią, czy już wróciła, czy jest. Nikt nie potrafił mi odpowiedzieć. Musiałem więc sprawdzić sam. Poszedłem pod jej pokój, nikogo nie było. No tak, klient… Westchnąłem i poszedłem zmienić opatrunek. Wziąłem prochy, które mi dała. Siedziałem przy ścianie i rysowałem. Siedziałem tak, póki nie poczułem się dobrze. Nie wiedzieć czemu dziwnie działały na mnie te leki. Pomagały, owszem, ale potem długo kręciło mi się w głowie, świat wirował i czułem się, jakbym był z ołowiu. To straszne uczucie dla zwinnego kota.
          Kiedy wszystko minęło, ubrałem się i usiadłem na dachu, nad pokojem ojca Cysi. Tam miałem dobry widok na bramę no i sam staruszek był całkiem przyjemny. Czekałem na nią. Martwiłem się, nawet bardzo. Nosiło mnie, więc non stop łaziłem po dachu, tam i z powrotem. Było późno, a jej dalej nie było. No gdzie, ona jest?! Odwróciłem się, żeby już skakać na kolejny dach i wtedy ją zobaczyłem. Przeraziłem się. Co jej się stało? Chciałem prędko do niej skakać, ale… Przecież nie jestem nikim ważnym, nie powinna mnie interesować. Poza tym pewnie by się zdenerwowała, o to. Usiadłem i westchnąłem. Czyżbym głupio się zakochał w kimś, dla kogo będę głupim szczeniakiem?




           «Cynthia?»

Od Cynthii CD Krystian

          Zamilkłam. Nie chce, nie lubi. Nie spodziewałam się tego.
          – Jeśli uważasz, że ja to lubię, to bardzo się mylisz – oznajmiłam chłodno. Wyminęłam konia i ruszyłam dalej.
          Przez całą drogę byłam poirytowana. Przeklinałam pod nosem, podnosząc wysoko poły spódnicy, by jej nie ubrudzić.
          Gdy dotarłam na miejsce, chwilę stałam pod drzwiami, by się uspokoić. Przybrałam swój najbardziej uwodzicielski uśmiech i poprawiłam włosy. Zapukałam do drzwi.
          Gdy się otworzyły, nie czekając, zrobiłam krok w przód. Jakie było moje zdziwienie, gdy ktoś mocno złapał mnie za ramię i wciągnął do pomieszczenia. Zaskoczona prawie upadłam, tracąc równowagę.
          Moje ręce zostały unieruchomione.
          Rozejrzałam się. To miał być nowy klient, krótka, pojedyncza usługa...  A stało tu około dziesięciu mężczyzn, jeden bardziej obrzydliwy od drugiego. To było podejrzane...
          Szeptali coś pomiędzy sobą, było to zbyt chaotyczne, bym mogła to zrozumieć. Jedno było pewne; miałam problem.


■■■

          Jakiś czas później szłam szybko do domu. Kleiłam się cała...
          Rano zaczną się poszukiwania. Policja tak tego nie zostawi, dla nich to zwykli obywatele. Ja domyśliłam się czegoś innego...
          Zostawiłam ich tak, jak leżeli. Z podciętymi gardłami, zmiażdżonymi czaszkami i wybebeszonymi brzuchami. Należało im się.
          Gdy wyprawiałam ich na tamten świat, przypomniałam sobie o pewnej sprawie, która długo była nierozwiązana. Co jakiś czas z ulic znikały co droższe prostytutki, znajdowano potem ich ciała, nawet po kilku tygodniach. Zmaltretowane, poranione i wykorzystane.
          Władza uważała, że gwałt na prostytutce nie jest gwałtem, bo podchodzi pod jej profesję. Nikt się tym nie zajmował.
Zlecenie dostaliśmy od wielu osób naraz, od rodzin i kochanków tych biednych dziewczyn. I wreszcie mogłam je wypełnić.
Teraz spieszyłam do domu, wyglądając niczym koszmarna panna młoda, w białej sukni przemoczonej od krwi, już zasychającej. Materiał stawał się przez to strasznie sztywny.

          Wróciłam do gildii. Bez przebierania się poszłam do ojca, by złożyć raport. Było dokładnie jedenaście ofiar, coś na tak dużą skalę musiałam zgłosić.
          Obudziłam go. Nie był nawet do końca przytomny, więc na samym początku poszedł do kuchni, nie przejmując się, czy za nim idę. Widziałam, że popija swoją „poranną” mieszankę, dopiero wtedy spojrzał na mnie przytomnie...
          I wtedy wpadł we wściekłość. Jak zwykle krzycząc, że mam na siebie uważać, że jeśli mnie złapią...



           «Krystian?»

Od Krystiana CD Cynthia

          Spojrzałem na nią jeszcze zaspany. Nie do końca rozumiałem co mam zrobić.
          – No pośpiesz się – pogoniła mnie. Spojrzałem na nią. Aaa. Gorset i sznureczki. Uśmiechnąłem się i zaciągnąłem gorset i zawiązałem go. Nie słyszałem z jej strony żadnych jęków i stęków, więc chyba dobrze to zrobiłem.
          Po wszystkim wstałem, ziewając i poszedłem pod jej prysznic. Odkręciłem wodę i odetchnąłem. Umyłem włosy tym, co znalazłem i opłukałem się dokładnie. Potem owinięty tylko ręcznikiem podszedłem do szafy i zacząłem szukać czegoś do ubrania.
          – Co ty robisz? – usłyszałem jej zdziwiony głos. Odwróciłem się do niej. – To moja szafa.
          –No tak... O cholera. – Wyszedłem dalej owinięty ręcznikiem z pokoju Dziedzica, prosto do ludzi. Mieli niezłe miny, kiedy zobaczyli mnie w takim stanie. Przeszedłem się do swojego pokoju i tam przebrałem się szybko. Mówiła o jakimś wyjściu, więc coś wygodnego i wytrzymałego. Ubrałem się i zszedłem od razu na śniadanie. Już tam była i zajadała.
          – Smacznego. – Przywitałem się i zająłem miejsce obok niej. Skinęła mi tylko głową. Zdążyłem zjeść tylko jedną kanapkę, zanim zerwała się z miejsca, wołając mnie za sobą, no jak psa! Bez zastanowienia jednak ruszyłem za nią. – To gdzie idziemy?
          – Do lasu, kończą mi się zapasy.
          – I potrzebujesz mnie, żeby znowu nie zginąć jak wtedy? – zapytałem, szczerząc się do niej. Spiorunowała mnie wzrokiem za tą uwagę. Zaśmiałem się tylko cicho. Przed wyjściem dostałem dwa koszyczki i torbę z fiolkami. No ładnie. Ruszyłem za nią w milczeniu. Prowadziła mnie, gdzie chciała.
          Na miejscu opisała mi kilka ziółek i kazała iść ich szukać. Poszedłem więc. Niestety dla mnie wszystkie zioła były takie same. Więc kiedy przyniosłem jej dwa razy trujące zioła, postanowiła zbierać ze mną. Zaczęła od tych na samym dole. Nie mogłem napatrzeć się na jej tyłek, kiedy się pochylała… Czułem jak z każdym pokłonem mam coraz ciaśniej w gaciach. No cóż…
          Kiedy uzbieraliśmy jeden koszyk, uznała, że czas zebrać coś z góry.
          – Podsadź mnie tu – rozkazała, stając przy jednym z drzew. Zrobiłem to posłusznie. Wspięła się po mnie. Kiedy próbowała po coś sięgnąć, noga jej się ześlizgnęła i wylądowała pośladkami w moich dłoniach. Walczyłem ze sobą, aby nie zacisnąć palców. To była ciężka walka i prawie w niej poległem. Prawie. Podsadziłem ją znowu wyżej.
          – Ej, nie tak wysoko! – krzyknąłem do niej, widząc, co robi. – Nie właź tam, małpko! Zejdź cyrkowcu! – Widziałem tylko jak dłoń i stopa ześlizgują się jej z kory i jak leci do tyłu. Zareagowałem natychmiast. Wyskoczyłem i złapałem ją. Wylądowałem miękko na ściółce i spojrzałem na nią. – Powiedz, jak to ma wyglądać i ci to zdejmę, tylko mi tam nie właź! – krzyknąłem na nią zmartwiony. Patrzyła na mnie, zdziwiona, a potem zaczęła się tylko śmiać. Postawiłem ją.
          – Nie, dziś już koniec. Wracamy – oznajmiła. Skinąłem tylko głową i ruszyłem za nią. Nie odzywałem się, zamknąłem się w sobie.
          Na miejscu zaniosłem wszystko tam, gdzie mi kazano. Ona szybko się zmyła. Kiedy dostarczyłem całe zielsko, wróciłem do pokoju się przebrać i poszedłem do Jardana. Zobaczyłem ją, jak wychodzi w stronę bramy. Dosiadłem konia i pogoniłem go tam. Zajechałem jej drogę.
          – Gdzie idziesz?
          – Nie twój interes.
          – Powiedz.
          – Do klienta.
          – Nie idź...
          – Bo co?
          – Bo nie chcę… Nie lubię, kiedy tam chodzisz… – odezwałem się cicho.




           «Cynthia?»