Już wychodziła, już za moment będę mógł iść wreszcie odpocząć...
A jednak nie. Postanowiła wrócić. Żeby się przedstawić. Seryjnie?
Kontakt wzrokowy. Miałem wrażenie, że dziewczyna próbowała mnie przestraszyć. Niech próbuje, ile chce. W tym ze mną nie wygra, nie ma szans.
Zakodowałem jej imię. Uważała, że nie jestem taki straszny, tak? Hoho, niezwykłe. Zazwyczaj ludzie przede mną uciekają...
Ująłem jednak jej dłoń.
– Drew. I jakkolwiek się nie nazywasz, i tak jesteś łamagą. Umiejętność patrzenia pod nogi jest umiejętnością przydatną. – dodałem chłodno, wstając ze stołka. Nie zerwałem kontaktu wzrokowego, patrząc teraz jednak w dół. Przewyższanie ludzi wzrostem jest przydatne. Szczególnie gdy chce się zmusić kogoś do wyjścia. – Skoro przyniosłaś kurtkę, masz nową torbę i się już przedstawiłaś, to mogłabyś udać się w stronę drzwi. Już trzeci dzień nie mam okazji, by odpocząć, więc chciałbym już mieć spokój. – Ruszyłem do przodu, zmuszając ją do wycofania się do wyjścia.
Drzwi otworzyłem z rozmachem, sięgając nad nią. A gdy już się otworzyły, usłyszałem przerażony pisk.
I ja, i Noora spojrzeliśmy się w kierunku źródła dźwięku. Stał tam taki chłopaczek, młody, najwyraźniej ze średniej warstwy społecznej. Do tego był totalnie przerażony.
Spojrzałem na niego wyczekująco, czekając na wytłumaczenie, czego ode mnie chce.
– Dz-zień d-dobry Panu, j-ja m-mam do pana prośbę... – zaczął, jąkając się ciągle. Zdołał wytłumaczyć, że w lesie przy farmie jego ojca grasują jakieś drapieżniki i od jakiegoś czasu codziennie mordują bydło. Ciężka sytuacja. Nawet poturbowały jego ojca i staruszek został przykuty do łóżka. Groziło im bankructwo.
Znałem ich. Co jakiś czas robiłem dla nich siodła bądź inne rzeczy. Tym bardziej było mi ich szkoda.
Westchnąłem. Nie miałem właściwie wyboru, no...
Chwyciłem kurtkę, wypchnąłem dziewczynę za drzwi i zamknąłem je na klucz.
– Wisicie mi cielaka – oznajmiłem i ruszyłem długimi krokami przed siebie.
Wyminąłem dziewczynę, a chłopaczek musiał biec, by mnie dogonić.
Załatwię te bestie, rozprostuję wilcze kości i wtedy już nikt mnie nie ruszy.
«Noora? | Pobawisz się w śledzia? x3»
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drew Anderson. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Drew Anderson. Pokaż wszystkie posty
sobota, 12 sierpnia 2017
Od Drew CD Noora
Dotarłem do domu. Wściekłość trochę opanowała moją senność, więc miałem okazję, by uprzątnąć pracownię. Sporo tego było, skrawki skóry, kawałki drewna, puste puzdereczka po ozdobach i różnych preparatach. Do tego mnóstwo narzędzi, a wszystko porozrzucane po całej podłodze. Robota, jeszcze więcej roboty... Później naprawdę padnę na twarz.
Nie zdążyłem zrobić zbyt dużo, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Szybko poszedłem otworzyć.
Spojrzałem na postać stojącą za progiem. Skądś ją kojarzyłem, ale skąd...?
A, no tak. Ta łamaga z karczmy. Przyszła się poskarżyć, czy co?
Ha, jednak nie. Przyniosła moją kurtkę. I przy okazji mnie zwyzywała. I rozerwała swoją torbę.
Cóż, zwróciła mi kurtkę, którą spisałem na straty. Miło, mimo wszystko. A wtedy ja nie byłem zbyt miły...
Westchnąłem.
– Czekaj, łamago. Może i jestem skurwielem, ale dzięki za kurtkę. – Dziewczyna zatrzymała się i odwróciła do mnie. – ... I nie jestem wcale taki zły. Wejdź, to zrobię ci tę torbę – burknąłem, robiąc przejście. Przez kilka chwil dziewczyna spoglądała na swoją torbę, po czym powoli przeszła obok mnie.
– Prosto, tamten pokój – wskazałem na pracownię, zamykając drzwi wejściowe. Szedłem za nią.
W pracowni posadziłem ją na samym końcu pomieszczenia, gdzie stała kanapa dla „gości”, karafka z wodą, szklanki i jakieś ciastka.
Podała mi pustą torbę. Od razu usiadłem na stołku, tyłem do niej. Przyjrzałem się torbie, ale chyba nie dało się już nic zrobić... Ale zrobi się taką samą, tylko mocniejszą.
Całkowicie zatapiając się w pracy, wybrałem z małego magazynku pod stołem identyczny materiał i arkusz miękkiej, ale mocnej skóry. Wzorowałem się na starej torbie i dość szybko uszyłem identyczną, ale ze skórzaną podszewką, dużo mocniejszą i bardziej wytrzymałą. Dopracowałem jeszcze kilka szczegółów, ziewnąłem i się odwróciłem.
– Gotowe.
«Noora?»
Nie zdążyłem zrobić zbyt dużo, gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Szybko poszedłem otworzyć.
Spojrzałem na postać stojącą za progiem. Skądś ją kojarzyłem, ale skąd...?
A, no tak. Ta łamaga z karczmy. Przyszła się poskarżyć, czy co?
Ha, jednak nie. Przyniosła moją kurtkę. I przy okazji mnie zwyzywała. I rozerwała swoją torbę.
Cóż, zwróciła mi kurtkę, którą spisałem na straty. Miło, mimo wszystko. A wtedy ja nie byłem zbyt miły...
Westchnąłem.
– Czekaj, łamago. Może i jestem skurwielem, ale dzięki za kurtkę. – Dziewczyna zatrzymała się i odwróciła do mnie. – ... I nie jestem wcale taki zły. Wejdź, to zrobię ci tę torbę – burknąłem, robiąc przejście. Przez kilka chwil dziewczyna spoglądała na swoją torbę, po czym powoli przeszła obok mnie.
– Prosto, tamten pokój – wskazałem na pracownię, zamykając drzwi wejściowe. Szedłem za nią.
W pracowni posadziłem ją na samym końcu pomieszczenia, gdzie stała kanapa dla „gości”, karafka z wodą, szklanki i jakieś ciastka.
Podała mi pustą torbę. Od razu usiadłem na stołku, tyłem do niej. Przyjrzałem się torbie, ale chyba nie dało się już nic zrobić... Ale zrobi się taką samą, tylko mocniejszą.
Całkowicie zatapiając się w pracy, wybrałem z małego magazynku pod stołem identyczny materiał i arkusz miękkiej, ale mocnej skóry. Wzorowałem się na starej torbie i dość szybko uszyłem identyczną, ale ze skórzaną podszewką, dużo mocniejszą i bardziej wytrzymałą. Dopracowałem jeszcze kilka szczegółów, ziewnąłem i się odwróciłem.
– Gotowe.
«Noora?»
Od Drew CD Noora
Ostatnio miałem strasznie dużo roboty. Ci wszyscy bogaci panowie, którzy myślą, że pieniądze załatwią im wszystko, są irytujący. Uważają, że wystarczy zapłacić, i to, czego chcą, pojawi się jak wyczarowane. To, że nad jednym takim ozdobnym siodłem siedzi się kilkanaście godzin do nich nie dociera, wszystko chcą mieć już, natychmiast.
Nie spałem dwie noce, męcząc się nad dwoma takimi siodłami i uzdami. Wszystko musiałem ręcznie ciąć, szyć, wytłaczać i przygotowywać. Rąk właściwie już nie czułem, były tak zdrętwiałe.
Musiałem jakoś odreagować, odprężyć się. A czy istnieje miejsce lepsze niż bar, w którym ktoś może obić komuś mordę, jak to się często w barach dzieje. Można też napić się czegoś dobrego, mocniejszego....
Tak, teraz to zdecydowanie najlepszy możliwy pomysł.
Przez kilka chwil siedziałem jeszcze na stołku w pracowni, próbując zmusić się do wstania. Z jednej strony i tak trzeba było, a z drugiej siedziałem tu już tak długo, że było mi niewiarygodnie wygodnie...
Wreszcie udało mi się wstać. Przeciągnąłem się, opierając dłonie o sufit.
Musiałbym poszukać czegoś wyższego.... Ech
Chwyciłem swoją torbę i ruszyłem do drzwi. Musiałem się w nich oczywiście schylić, już za dużo nabiłem sobie guzów.
Zamiast do baru poszedłem jakiejś karczmy, czy czegoś takiego. Zrobiłem to, bo mój żołądek zaczął domagać się jedzenia... I to z wilczą siłą. Zbyt mało jadłem na czas tej roboty, no ale nie miałem czasu. Ledwo skończyłem. Mój organizm spalił wszelakie zapasy, jakie posiadał....
Ale, wynagrodzę to sobie. Zamówię sobie całego cielaka, a co. Zarobiłem, wolno mi.
Na miejscu zająłem wolne miejsce. Nie mieli co prawda cielaków ani owiec, czy czegoś podobnej wielkości, więc zamówiłem połowę wołu.
I pochłonąłem ją, nawet na chwilę nie przerywając posiłku. Wreszcie czułem się najedzony. Widziałem, że ktoś patrzy na mnie iście przerażonym wzrokiem, ale nie obchodziło mnie to. Teraz mógłbym iść spać.
Zostałem jednak jeszcze przez jakiś czas, popijając sobie drinka.
Już mi się ziewało...
Nagle jednak usłyszałem jakieś pokrzykiwania, czy coś takiego, ale się nie przysłuchiwałem. Zwróciłem na to uwagę, dopiero gdy jakaś osóbka weszła na coś, co chyba miało być rodzajem sceny.
Przyjrzałem się jej. Nie wiedziałem jeszcze, co miała zamiar robić, ale była wysoka... I płaska, aż chciało się wykrzyknąć „A cycki gdzie zgubiłaś?”.
Zatrząsłem się od niemego śmiechu, wciąż na nią patrząc. No, ale brzydka to nawet nie jest.
Wtedy zaczęła robić jakieś wygibasy. Przyglądałem się temu z uniesioną brwią. Siedziałem blisko i widziałem, że nawet nieźle jej to wychodziło.
Ale, ale
Pod jej nogami leżała butelka. Potknęła się... I zleciała prosto na mnie. Aż stół się zatrząsł i wylał się mój drink...
Wkurzyło mnie to. Baaardzo.
Gniewnie wstałem, nie zważając na to, że zrzuciłem ją na ziemię.
– Jak nie potrafisz patrzeć pod nogi, to najlepiej nawet nie wstawaj – syknąłem, chwytając swoją torbę i kierując się do wyjścia. Na szczęście zapłaciłem za posiłek z góry.
Już dość daleko od tamtego miejsca zauważyłem, że zapomniałem kurtki... Ech. Pewnie i tak ktoś już ją sobie przywłaszczył, sam ją szyłem, i wyszła naprawdę pięknie. Albo ktoś się ucieszy z tej skóry, albo sprzeda ją za grube pieniądze... Trudno
Szedłem powoli do domu....
«Łamago? x3»
Nie spałem dwie noce, męcząc się nad dwoma takimi siodłami i uzdami. Wszystko musiałem ręcznie ciąć, szyć, wytłaczać i przygotowywać. Rąk właściwie już nie czułem, były tak zdrętwiałe.
Musiałem jakoś odreagować, odprężyć się. A czy istnieje miejsce lepsze niż bar, w którym ktoś może obić komuś mordę, jak to się często w barach dzieje. Można też napić się czegoś dobrego, mocniejszego....
Tak, teraz to zdecydowanie najlepszy możliwy pomysł.
Przez kilka chwil siedziałem jeszcze na stołku w pracowni, próbując zmusić się do wstania. Z jednej strony i tak trzeba było, a z drugiej siedziałem tu już tak długo, że było mi niewiarygodnie wygodnie...
Wreszcie udało mi się wstać. Przeciągnąłem się, opierając dłonie o sufit.
Musiałbym poszukać czegoś wyższego.... Ech
Chwyciłem swoją torbę i ruszyłem do drzwi. Musiałem się w nich oczywiście schylić, już za dużo nabiłem sobie guzów.
Zamiast do baru poszedłem jakiejś karczmy, czy czegoś takiego. Zrobiłem to, bo mój żołądek zaczął domagać się jedzenia... I to z wilczą siłą. Zbyt mało jadłem na czas tej roboty, no ale nie miałem czasu. Ledwo skończyłem. Mój organizm spalił wszelakie zapasy, jakie posiadał....
Ale, wynagrodzę to sobie. Zamówię sobie całego cielaka, a co. Zarobiłem, wolno mi.
Na miejscu zająłem wolne miejsce. Nie mieli co prawda cielaków ani owiec, czy czegoś podobnej wielkości, więc zamówiłem połowę wołu.
I pochłonąłem ją, nawet na chwilę nie przerywając posiłku. Wreszcie czułem się najedzony. Widziałem, że ktoś patrzy na mnie iście przerażonym wzrokiem, ale nie obchodziło mnie to. Teraz mógłbym iść spać.
Zostałem jednak jeszcze przez jakiś czas, popijając sobie drinka.
Już mi się ziewało...
Nagle jednak usłyszałem jakieś pokrzykiwania, czy coś takiego, ale się nie przysłuchiwałem. Zwróciłem na to uwagę, dopiero gdy jakaś osóbka weszła na coś, co chyba miało być rodzajem sceny.
Przyjrzałem się jej. Nie wiedziałem jeszcze, co miała zamiar robić, ale była wysoka... I płaska, aż chciało się wykrzyknąć „A cycki gdzie zgubiłaś?”.
Zatrząsłem się od niemego śmiechu, wciąż na nią patrząc. No, ale brzydka to nawet nie jest.
Wtedy zaczęła robić jakieś wygibasy. Przyglądałem się temu z uniesioną brwią. Siedziałem blisko i widziałem, że nawet nieźle jej to wychodziło.
Ale, ale
Pod jej nogami leżała butelka. Potknęła się... I zleciała prosto na mnie. Aż stół się zatrząsł i wylał się mój drink...
Wkurzyło mnie to. Baaardzo.
Gniewnie wstałem, nie zważając na to, że zrzuciłem ją na ziemię.
– Jak nie potrafisz patrzeć pod nogi, to najlepiej nawet nie wstawaj – syknąłem, chwytając swoją torbę i kierując się do wyjścia. Na szczęście zapłaciłem za posiłek z góry.
Już dość daleko od tamtego miejsca zauważyłem, że zapomniałem kurtki... Ech. Pewnie i tak ktoś już ją sobie przywłaszczył, sam ją szyłem, i wyszła naprawdę pięknie. Albo ktoś się ucieszy z tej skóry, albo sprzeda ją za grube pieniądze... Trudno
Szedłem powoli do domu....
«Łamago? x3»
sobota, 5 sierpnia 2017
Bestia usiłuje zabić to co najbardziej kocha
DREW ANDERSON
Dru
X lat • Mężczyzna • Zmiennokształtny || Wilkołak
STANOWISKA
Stajenny • Trener zwierząt • Rymarz • Vigilante
| ⧪art made by omupied⧪ |
//CHARAKTER//
Dru ma dość zawiły charakter. Jest on równie „podwójny” co on sam. Jest spokojny, zrównoważony, ale tylko, gdy się tego od niego oczekuje. W głębi duszy pozostaje dzikim stworzeniem, wilkiem w ludzkiej skórze. Jest bardzo sprytny, przebiegły i ostrożny, gotowy w każdej chwili się bronić, bo uciekać nie ma zamiaru.
Chociaż, właściwie można powiedzieć, że gdy jest w postaci Bestii, z wyglądu niebezpiecznej i krwiożerczej, jest milszy niż jako człowiek. Jako mężczyzna jest dość opryskliwy, zdarza mu się marudzić. Czasem zachowuje się też troszkę dziecinnie, chociażby pokazując język.
Będąc przerośniętą mieszanką jakby wilka z gorylem, wciąż jest uważny, ale bardziej przypomina półdzikiego psa. Czasem da się nawet pogłaskać, a co.
Jednakże obojętnie czym właśnie jest, nie jest taki zły. Potrafi z własnej woli komuś pomóc, nie chcąc nic w zamian.
I można go też oswoić...
//MOTTO//
„Nic nie jest naprawdę takie, jakie się być wydaje. Nie wolno wierzyć w tą iluzję, bo potem może boleć”
//APARYCJA//
Zacznijmy od formy ludzkiej, tej raczej łatwiejszej do opisania.
Dru jest dość przystojnym, postawnym mężczyzną, przebijającym wzrostem dwa metry. Ciało ma mocne, umięśnione od różnych prac, skórę odrobinkę ciemniejszą, z lekka nawet złotawą, nadającą mu trochę bezwiekowy wygląd. Jego włosy są ciemne w kolorze wahającym się od czerni do ciemnych szarości.
W całej jego twarzy odcinają się równe, białe zęby z lekko szpiczastymi kłami, czasem widocznymi zza bladoróżowych warg, i oczy.
Oczy, które jako jedyne z całej jego postaci nie wydają się należeć do kamiennej figury, w kolorze żywego, płonącego błękitu. Zdają się wręcz lśnić.
Nosi ciemne ubrania, dzięki którym często pozostaje niezauważony. Jakie, to zależy, co pierwsze chwyci z szafy.
W postaci wilkołaka jest potężną bestią, mierzącą ponad trzy metry wysokości, a prawie cztery, gdy całkiem się wyprostuje. Wilcze oczy, tak jak ludzkie, świecą intensywnym błękitem. Zęby ma długie i ostre, pysk typowo wilczy a łeb potężny.
Jego ciało pokryte jest szarą, długą sierścią. Przy delikatnym dotknięciu wydaje się szorstka i nieprzyjemna, jest to jednak tylko włos wierzchni, chroniący go przed deszczem i upałem. Warstwa spodnia, krótsza i gęsta, jest delikatna i miękka jak puch, grzejąca zimą. Gdy się zamoczy, chroni przed utratą ciepła, tworząc połyskliwą i mocną warstwę. Ale jest też świetną poduszką.
Na rękach, czy może przednich łapach, ma kościane, długie wypustki, pokryte twardą, przypominającą pancerz skórą.
Dla osób nieprzyzwyczajonych i ze słabym sercem może oznaczać śmierć przez zawał. A dla tych, których naprawdę chce zabić, ma w zanadrzu pazury mogące bez problemu rozedrzeć zbroję
W obu postaciach jest bardzo silny, nie męczy się szybko. Problemem jest jednak to, że nie zawsze potrafi dozować swoją niszczycielską siłę...
//HISTORIA//
Urodził się w dość niezwykłych okolicznościach. Jakiś miesiąc przed planowanym porodem, jego rodzice mieli wypadek, jadąc leśnym duktem. Zostali zaatakowani przez wilkołaka, oszalałego od żądzy krwi. Ojcowi Dru udało się go zabić, stworzenie zdołało jednak pokąsać jego matkę. Biedna kobieta żyła jeszcze kilka dni, aż wzięła ostatni oddech, wydając na świat swojego potomka.
Ugryzienia miały swoje skutki. Podziałały i na matkę, i na nienarodzone wtedy dziecko. Dru nie zmienił się w bestię, zależną od księżyca i głodu, lecz dzięki organizmowi swojej matki, który „przesiał” niepotrzebne geny, stał się zmiennokształtnym, całkowicie zyskując kontrole nad swą wilczą naturą.
Przez ponad dziesięć lat wychowywał go ojciec, lecz zmarł podczas epidemii. Młody Dru pomagał w swojej wiosce, gdyż choroba zdawała się uderzać wszędzie wokół, w ludzi i w zwierzęta, ale nie w niego.
W ten sposób wymarli wszyscy. Jeszcze przez długi czas chłopak mieszkał tam sam, hodując rośliny i polując, przez jakiś czas żywiąc się też mięsem zmarłych, zarówno zwierząt, jak i ludzi.
Parę lat później, czując, że jest dość silny, by iść dalej, ruszył.
Wędrował po miastach, szukał roboty...
Aż znalazł gildię, która go przyjęła...
Osiedlił się tam na stałe, no i jest.
//RASA//
W pewnej części zapewne jest człowiekiem, bardzo możliwe jest jednak, że ma domieszkę innej krwi, jako że biologiczni rodzice są nieznani i wskazują na to pewne niezwykłe cechy.
//UMIEJĘTNOŚCI//
Jest bardzo silny i szybki, ma bystry umysł i zdolności twórcze. Do tego dochodzi zdolność transformacji.
//ZAINTERESOWANIA//
Lubi zajmować się tresowaniem zwierząt, tworzyć coś z różnych materiałów (a naprawdę piękne rzeczy wychodzą spod jego palców) czy po prostu usiąść gdzieś, w jakimś barku czy na rynku, i poobserwować ludzi nad szklanicą czegoś mocniejszego.
//MIEJSCE ZAMIESZKANIA//
Ma takie swoje małe mieszkanko...
//BROŃ//
Sam jest swoją bronią.
//RELACJE//
ORIENTACJA: Raczej nieokreślone, chociaż docenia piękno obu płci, więc zapewne jest biseksualnyPARTNER: {BRAK}
RODZINA: Zarówno matka, jak i ojciec, nie żyją. Rodzeństwa nigdy nie miał
AUTOR: AFRYKA
Subskrybuj:
Posty (Atom)