czwartek, 4 maja 2017

Od Krystiana CD Cynthia

Nie marnowałem czasu na sen. Kiedy tylko zregenerowałem siły, pobiegłem wyczyścić stajnię, a potem do Jardana. Musiałem przyzwyczaić go do sprzętu i tego, że rządzi jeździec. No i miał problemy z innymi ludźmi. Nie chciał dać do siebie podejść. Gryzł i kopał. Z jednej strony mam pewność, że raczej nikt nie odważy się go ukraść, ale znowu nie wiem, jak będzie reagował w mieście. Był mądry i nie bał się, nie tak jak większość koni. Było jeszcze ciemno, kiedy wyszedłem do niego z marchewką, którą zgarnąłem z kuchni. Później za nią oddam, na pewno. Ze stajni zabrałem luźne ogłowie ze smakowym kiełznem i koc do jazdy. Podszedłem do niego, cmokając i wołając jego imię. Strzygł uszami, patrząc w moją stronę, kopytem grzebał w ziemi. Nie poznał mnie jeszcze.
– Jardan, dzikusie. To ja Krystian, no, spokojnie
– Więc tak Ci na imię – usłyszałem za swoimi plecami. Odwróciłem w tamtą stronę głowę i spojrzałem na Cysię. – Co to za koń?
– Jardan, udało mi się go oswoić. Był zupełnym dzikusem, kiedy go przyprowadzili. Co tu robisz?
– Patrzę, ciołku.
– No dobra, ale czemu chodzisz, jak stopy?
– Chodzę, bo mogę i się nudzę. A Ty czemu nie śpisz?
– Chcę z nim dużo pracować, żeby szybko go wszystkiego nauczyć. Jest bardzo pojętnym uczniem. – Poklepałem ogiera po szyi i podałem mu marchew.
– Yhym, a jak Twoja rana?
– Nie boli, nie leje się z niej jakoś bardzo. No, czasami jak ruszam się za intensywnie, to wtedy boli i krwawi mocniej. Ale tak to jest dobrze. A Twoje?
– Wszystko zagojone
– Jak to?
– Nie twój interes – dała mi jasno do zrozumienia, że nie porozmawiamy sobie o tym.
– No dobra... A mogę wiedzieć, co cię tak tam zatrzymało?
– Nie było tego kupca, którego potrzebowałam. Nie miałam głowy do wysyłania wiadomości.
– Aha, no dobra.
– A co, martwiłeś się? – zaczęła zaczepnie.
– No i to nawet bardzo. Ale nie gorzej niż twój Ojciec. – Chyba ją to zabolało albo zasmuciło. Albo to i to. Dlatego odwróciłem się do konia i spróbowałem zachęcić go do wzięcia wędzidła do pyska. Oby się przy tym nie wściekał w przyszłości. W końcu się przekonał i na szczęście zaczął przeżuwać. Położyłem na jego grzbiecie koc i zobaczyłem, jak zareaguje. Odwrócił łeb i złapał za bok materiału. Ściągnął go zębami z siebie. Uśmiechnąłem się tylko i zabrałem mu koc. Znów położyłem go na jego plecach i dosiadłem. Ruszył kłusem od razu, wyginając szyję do tyłu i unosząc głowę. Trzymałem wodze łagodnie. Trochę tańczył, ale w końcu się uspokoił. Wydałem z siebie okrzyk radości i puściłem wodze luźno. Spojrzałem na Cynthię uśmiechnięty. – Dobrze, że już wróciłaś. Nudno mi tu bez ciebie, krasnalku.



«Cynthia?»

Od Cynthii CD Krystian

– Zauważyłam... Ale dzięki – mruknęłam, kończąc jedzenie. – Nosić mnie jednak nie musiałeś. Nie jestem dzieckiem, nic mi nie jest...
– Jak nic?! Masz stopy zdarte do krwi – wytknął mi
– Ale to naprawdę nic... Całkiem nic. - Wypiłam herbatę na raz, rozkoszując się ciepłem. Westchnęłam błogo. Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej...
Odstawiłam talerz i kubek na szafkę, po czym się przeciągnęłam.
– Doceniam twoją troskę, ale poszłabym już spać... Jutro pozwolę ci nawet się ochrzanić... Ale oczekuje też sprawozdania jak tam twoja rana...

Poszedł. Mogłam się rozłożyć, rozebrać, pokręcić po łóżku i rozetrzeć zmarznięte części ciała. Było mi tak zimno, że nie mogłam zasnąć. Zmęczenie też mi to utrudniało.
Kręciłam się na łóżku. Leżałam jakąś godzinę, a potem zaczął się horror w postaci mrowienia gojących się ran. Zazwyczaj trwa to długi czas, ale u mnie to wszystko jest w maksymalnie skróconym czasie... Więc było to straszne. Jak setki mrówek chodzących po skórze...

Gdy wreszcie zasnęłam, nie mogłam spać zbyt długo. Nie umiałam. Byłam zbyt zmęczona... A jednocześnie wypoczęta.
Miałam przynajmniej czas by się ogarnąć. Na początku zdjęłam bandaże. Na stopach została mi tylko lekko czerwona skóra jak po utracie strupa. Nawet już nie bolało.
Poszłam się umyć. Wreszcie mogłam porządnie się wyszorować, a nie w tej klitce w gospodzie. Mogłam pozwolić swoim włosom spokojnie moczyć się w wodzie i dokładnie je wyszorować.
Ze wciąż mokrymi, zwiniętymi na głowie włosami poszłam się ubrać. Nie spieszyłam się, śniadanie też jadłam powoli. Pomimo tego, wciąż było tak wcześnie, że nikt nie przychodził. Postanowiłam więc posiedzieć na dworze…



«Krystian?»

wtorek, 2 maja 2017

Nie przedstawiaj się, jeśli nie wiesz kim jesteś








Hanael
X lat • Mężczyzna • Anioł • Anioł grudniowy
STANOWISKA
Kowal
| ⧪art made by LAS-T⧪ |

//CHARAKTER//
Hanael jest istotą pogodną i radosną. Mimo poważnego i czasem trochę złowrogiego wyrazu twarzy jest skory do pomocy, przyjazny i łagodny. Uwielbia zajmować się bezbronnymi, rannymi albo słabymi istotami, więc jeśli takowa znajdzie się na jego drodze, zapewne zgarnie to małe, biedne coś do kieszeni albo pod pachę i zabierze do siebie, żeby się tym zająć. Taki prawdziwy aniołek, o charakterze miękkim i puchatym jak grudniowy śnieg... Ale, tak jak w grudniu, czasem może rozpętać się wichura. Lodowato, niebezpiecznie, śmiertelnie. Dla każdego, kto mu podpadnie, będzie to złe doświadczenie... Doświadczenie, jeśli przeżyje. Bo to nie zawsze kończy się bez szkody... 

//MOTTO//
„... Urocze... Takie to małe...”

//APARYCJA//
Hanael jest wysokim, bardzo przystojnym mężczyzną. Nie wygląda już co prawda tak olśniewająco, nie jaśnieje wewnętrznym blaskiem, i stracił trochę na wzroście... A stało się to, gdy obcięto mu skrzydła. Za co, nie pamięta. W każdym razie zachował śliczną buźkę i potężny wzrost, przekraczający dwa metry, a może nawet i dziesięć centymetrów ponad, muskularną budowę ciała... Jego oczy opalizują we wszystkich możliwych kolorach, a włosy są czarne i aksamitne. Nosi ciemne ubrania, krzyż jako kolczyk, krzyż jako naszyjnik... A na plecach dwie wielkie blizny, na miejscach, gdzie kiedyś były skrzydła.

//HISTORIA//
W wieku pięciu lat została znaleziona przez Ojca Gildii, Artego. Nic nie pamiętała, po prostu siedziała przy drodze, w cienkim ubraniu, wpatrując się w niebo. Potrafiła jedynie powiedzieć, ile ma lat i jak się nazywa. Nic więcej nie pamiętała.
Artego zabrał ją do domu. Nie mając żony ani dzieci, wcielił ją do Gildii, by stała się nowym Dziedzicem. Mimo poszukiwań nie znalazł nic o jej przeszłości czy rodzicach.
W wieku dziewiętnastu lat zaczęła żyć swoim własnym życiem. Krótko później dobrowolnie została prostytutką, pragnąc zebrać pieniądze i odpłacić się Ojcu. Wciąż stara się zrobić wszystko dla całej rodziny, jaką jest Gildia.

//UMIEJĘTNOŚCI//
Włada magią lodu, jest świetny w troszczeniu się o innych.

//ZAINTERESOWANIA//
Zajmowanie się wszystkim, co małe, drobne i delikatne, do tego zabawa lodową magią...

//MIEJSCE ZAMIESZKANIA//
Małe mieszkanko na obrzeżach.

//BROŃ//
Lodowa magia.

//RELACJE//
ORIENTACJA: Heteroseksualny
PARTNER: Czasem sam się zastanawia, czy potrafi kochać miłością romantyczną i cielesną...
RODZINA: Można powiedzieć, że wszystkie istoty niebiańskie to jego rodzina, jednakże inne miesięczne Anioły są jak jego bliźniaczy bracia: ⧭Styczeń – Cambriel ⧬Luty – Ammixiel ⧭Marzec – Malchidael ⧬Kwiecień – Asmodel ⧭Maj – Ambriel ⧬Czerwiec – Muriel ⧭Lipiec – Verchiel ⧬Sierpień – Hamaliel ⧭Wrzesień – Zuriel ⧬Październik – Barchiel ⧭Listopad – Advachiel

//CIEKAWOSTKI//
◾ Ma łaskotki...

AUTOR: AFRYKA

Od Krystiana CD Cynthia

Byłem właśnie u Jardana, kiedy usłyszałem, jak ktoś wjeżdża na plac. Trzymając koński osprzęt, wyszedłem z zagrody i wyjrzałem na plac. Zobaczyłem ją, jak szła obok konia objuczonego w różne pakunki. Oboje byli zmęczeni, wyczerpani i pewnie głodni. Ruszyłem biegiem w jej stronę a ogier za mną. Kiedy do niej dotarłem, wziąłem ją w ramiona i przycisnąłem do siebie, unosząc tego krasnala do góry. Trzymałem ją bardzo blisko siebie. Pachniała krwią i potem. Coś się stało, z pewnością. Postawiłem ją na ziemi i obejrzałem dokładnie, nie miała butów.
– Gdzie masz obuwie?
– Straciło się – odparła wymijająco. Natychmiast wziąłem ją na ręce i ruszyłem do gildii. Swoim darciem się pomogła obudzić mi tylko innych do pomocy przy rozładunku.

Na początku pobiegłem do jej zmartwionego ojca. Obudziłem go pukaniem, ale chyba się ucieszył, że mógł już teraz ją spotkać. Nie miałem zamiaru stawiać jej na ziemi, co jasno okazałem Ojcu, więc czułościami wymienili się na moich rękach. Przeprosiłem szefa i zabrałem ją do jej pokoju. Posadziłem ją na łóżku i spojrzałem na nią.
– Siedź, bo jak znajdę cię gdzie indziej, to przywiążę do tego łóżka – odezwałem się poważnie i wyszedłem po miskę z wodą i opatrunki. Kiedy wróciłem, dalej siedziała na miejscu. Pewnie bardzo bolało. Postawiłem miednicę i ręczniki na ziemi. Bandaże położyłem troszkę dalej, żeby ich nie zalać. Namydliłem jedną szmatkę i ująłem delikatnie jej stopy. Zacząłem obmywać ranę z brudu, piachu i kami. Najpierw jedną, potem drugą. Kiedy skończyłem myć jej stopy, oblałem je chłodną wodą i powycierałem, ocierając je delikatnie dłońmi okrytymi ręcznikiem. Następnie zawinąłem rany bandażem i posunąłem ją pod kołdrę. Wyniosłem misę z ręcznikami i pobiegłem do kuchni zrobić jej jakiś posiłek. Choćby zwykłe kanapki. Wróciłem do niej z pełnym talerzem i kubkiem ciepłej herbaty. Podałem jej to wszystko.
– Stęskniłem się za Tobą... – przyznałem się cicho, kiedy jadła.



«Cynthia?»

poniedziałek, 1 maja 2017

Od Cynthii CD Krystian

Mój pobyt w mieście przedłużył się. Handlarz, u którego mogłam kupić ostatnie potrzebne przedmioty, miał wrócić dopiero kilka dni później. Przez to musiałam czekać aż dwa tygodnie, czyli czas, o jakim poinformowałam Ojca, minął. Dopiero pod koniec trzeciego tygodnia zebrałam wszystkie rzeczy. A wtedy musiałam jeszcze jakoś zapakować to wszystko na konia... Nie było to co prawda ciężkie, ale sporych rozmiarów. Gdy wreszcie znalazłam dla wszystkiego miejsce, okazało się, że czeka mnie spacer. I to długi. Na koniu miejsca dla mnie brak. Przewidywałam dwa dni podróży piechotą, chyba że pobiegnę...
Tak źle, i tak niedobrze.

W drogę wyruszyłam rano. Do popołudnia szłam prawie bez przerwy. Wtedy zrobiłam krótką przerwę, aby odpocząć choć moment. Nie ściągałam ładunku, nie miałam ochoty znów spędzić kilku godzin na ponownym pakowaniu.

Pod wieczór poddały się moje buty jak na złość. Nagle usłyszałam tylko jakby pyknięcie i moje ukochane, supermiękkie skórzane buty rozwaliły się na części pierwsze. Wkurzyło mnie to... Cisnęłam nimi daleko, daleko... Potem nie mogłam ich znaleźć i byłam zmuszona iść dalej boso. A nie pokonałam nawet połowy drogi.

Nad ranem przespałam się jakąś godzinkę, a późnym popołudniem weszłam już na znajome tereny. Stopy bolały mnie okropnie, skórę miałam pozdzieraną, na śródstopiu zrobiła mi się rana. Musiałam zacisnąć zęby i iść dalej.
Już bardzo blisko miasta zatrzymałam się nad rzeczką i pomimo lodowato zimnej wody wsadziłam do niej stopy. Siedziałam tak kilka minut, ale musiałam się pospieszyć, bo koń był zmęczony. Nie chciałam go męczyć.
Dotarłam do domu w środku nocy. Byłam zmarznięta i głodna. W mieście panowała cisza, tak samo w kwaterze. Dziedziniec był pusty, jednak gdy tylko przekroczyłam bramę i zrobiłam kilka kroków w kierunku kuchennych drzwi, by tam wszystko wyładować, zobaczyłam, że nagle ktoś biegnie w moją stronę…



«Krystian?»

Od Krystiana CD Cynthia

Następny dzień wyglądał tak samo, poza faktem spania na dachu. Od samego rana stajnia, potem kuchnia i każda robota, jaka się nawinęła. Pod wieczór wracałem do pokoju, ale też do jej pięknych oczu, włosów i ust. Tak, wracałem do tego, nanosząc jej postać na swój obraz na ścianie. Malowałem ją obok jej pięknego ogiera zaraz obok lodowej łodzi. Brakowało mi jej trochę. Ale tylko trochę...

Następnego dnia pozwoliłem sobie wziąć jednego konia ze stajni i poćwiczyć jazdę konną. Wybrałem jakiegoś łagodnego wałacha, żeby od razu się nie zabić. Ściągałem wodze mocno i za co szybko karano mnie strzałem z bata. Prędko nauczyłem się pracować z końmi, a potem jak opatrywać rany po biczu. Znowu wyczyściłem stajnię i oporządziłem konie. Potem do kuchni. A potem znowu do pokoju. Do Cysi... W nocy nie umiałem spać. Patrzyłem z okna na bramę czy wróci jeszcze dziś. Nie wróciła...

Obudził mnie kwik konia i krzyk ludzi. Podniosłem głowę z szyby i przeciągnąłem się. Na placu tańczył piękny brudnokasztanowy ogier z grzywą i ogonem w kolorze kawy z mlekiem. Spodobał mi się od razu. Nie dawał do siebie podejść, gryzł i strzelał barany. Przebrałem się prędko i zbiegłem na dół. Ogier trafił do okrągłej zagrody. Wdzięczył się dziko przed gapiami. Ale kiedy ktoś chciał choćby podejść, to jakby demon w niego wstąpił. Poszedłem do swoich codziennych prac. Pod wieczór zajrzałem do dzikusa. Grzebał kopytem w ziemi i parskał nie, patrząc w moją stronę. Ale czuł mnie, wiedział, że wlepiam w niego zachwycony wzrok. Nikogo nie było w pobliżu. A jakby spróbować tak jak uczył mnie Wujek? Zdjąłem koszulę, spodnie i w samych bokserkach złapałem za końskie łajno i natarłem się nim. Zacząłem chodzić powoli po wybiegu, nie patrząc na ogiera, ale unikając miejsca, gdzie stał. Długo trwało, zanim zaczął patrzeć w moją stronę zainteresowany. Dobrze, dobrze. Dalej go ignorowałem i odchodziłem, kiedy to on podchodził. Tak jak on wcześniej. Nad ranem, kiedy niebo już szarzało, usiadłem w miejscu i zamknąłem oczy. Czekałem sobie. Zmarzłem już przez noc. A co tam. Ogier w końcu podszedł. Powąchał mnie, dotknął chrapami i pociągnął za włosy. Czując jego oddech na twarz, wyciągnąłem ręce do jego łba i przysunąłem czoło do jego. Podniosłem powieki. Patrzyliśmy sobie głęboko w oczy. Zacząłem pochylać się do tyłu, żeby się położyć a koń za mną. Ogier położył się na boku, kładąc szyję na mojej piersi. Zacząłem głaskać go lekko i szeptać mu na ucho. Przedstawiłem mu się i pochwaliłem go... Był ciężki, ale muszę teraz wytrzymać.

Rano, kiedy ludzie zaczęli chodzić, siedziałem już na grzbiecie ogierka i pozwalałem mu chodzić, jak chciał. Niech się przyzwyczaja. Pogłaskałem go po szyi i spróbowałem pokierować w stronę palika, na którym była lina. Związałbym od razu jakiś kantar z liny. Niestety musiałem skakać z jego grzbietu na płot, bo tak samo, jak nie chciał podejść, to podobnie nie miał zamiaru się zatrzymać. Poharatałem sobie nogę, ale nie zwróciłem na to uwagi. Związałem kantar i założyłem ogierowi. Jeszcze raz dotknęliśmy się czołami i zostawiłem go, żeby się umyć, ubrać i iść do pracy.

Kolejne dni wyglądały tak samo, stajnia, ogier, którego nazwałem Jardan, padok, kuchni i pokój. Dzień w dzień. Ale każdego wieczora czekałem do późna, patrząc na bramę…



«Cynthia?»

sobota, 29 kwietnia 2017

Od Cynthii CD Krystian

Miałam dużo do roboty. Ostatnio trochę zaniedbałam obowiązki, pilnując tego dzieciaka. Musiałam wszystko nadrobić.
Przez cały czas przesiadywałam w biurze. Jak sobie przypominałam, to brałam z kuchni coś do jedzenia i wracałam do papierów. Nawet nie liczyłam, ile razy pocięłam sobie palce papierem. Niby takie małe nacięcia, ale strasznie bolesne i irytujące.
Gdy skończyłam z papierami, zaczęłam przeglądać wszelakie zapasy. Robiłam sobie notatki, co musiałam dokupić. Sporo tego było...
Chyba zapowiada się dłuższy wyjazd do miasta.
Skończyłam listę, powiadomiłam Ojca, spakowałam sobie małą torbę. Wieczorem wyszłam do stajni, by zabrać konia. Z zaskoczeniem stwierdziłam, że cała stajnia była wyczyszczona, a konie wręcz błyszczały. Domyśliłam się, że to młody się nimi zajął. Musiałam przyznać, że dobrze mu poszło. Nawet bardzo
Zapakowałam się na konia. W mroku nocy ruszyłam do sąsiedniego miasta handlowego.

Dotarłam nad ranem. W pierwszej kolejności znalazłam sobie pokój w gospodzie ze stajnią. Następnie odwiedziłam kowala, by podkuć konia. Niedługo powinny zacząć się deszcze, drogi zmienią się w rzeki błota, a w ciągu nocy to wszystko mogło zmienić się w prawdziwe lodowisko. Kolczaste podkowy na pewno nie zaszkodzą.
Po podkuciu i odstawieniu ogiera do stajni udałam się do handlarzy, u których od dawna kupowałam zasoby. Musiałam zrobić kilka kursów, odnosząc wszystko do gospody. Nie mogłam też powstrzymać się przed małymi zakupami dla siebie, skoro i tak już tam byłam, czemu miałabym nie skorzystać.
Moją uwagę przykuł piękny zestaw biżuterii u złotnika. Delikatny, złoty łańcuszek, szeroki, a mimo to wyglądający jak pajęczyna. Przypominał szczelnie przylegającą kolię, a do tego były piękne kwiaty z czerwonymi, niebieskimi i białymi kamieniami szlachetnymi, do wpięcia we włosy. Nie mogłam się powstrzymać przed kupieniem tego.
Obliczyłam sobie, ile dni zajmie mi zgromadzenie wszystkiego. Za mniej więcej tydzień powinnam móc wrócić do domu.



«Krystian?»