niedziela, 24 maja 2020

you say I killed you ― haunt me then


RithA TaniTh
by neutrality & stoicism one holds power
Kopuło niebieska coś podtrzymywana w męskich geograficznych ramionach
chciałabym byś odpowiedzieć mi mogła
czy żyję prawdziwie,
czy żyję odpowiednio,
czy żyję w ogóle,
czy można w ogóle żyć właściwie i odpowiednio?
Ale skało jesteś martwa
nie jesteś matką ni ojcem i nigdy nie żyłaś
zupełnie jak matczyna ziemia, mała ojczyzna,
zupełnie jak tożsamość narodowa przynajmniej dla mnie 

Ale gruncie pod moimi nogami zgłaszam do ciebie me modły i prośby,
bo nie ma dla mnie bóstwa wyższego w rozwoju, które przejęłoby moje troski i pieśni
ba, nie ma wręcz wyższej wartości i dobra, które dałoby motywację, natchnienie i pocieszenie,
którego jako człowiek zawsze łaknę

36 LAT // CZŁOWIEK // ARYSTOKRATKA // NIEZAMĘŻNA // BARD WIEDZY
I was a rich only child who's
got anything I wanted
as long as I behaved and
sat still, and didn't speak unless spoken to
[ MAI // ATLA ]

Your secret is safe with my indifference
[ Percival Fredrickstein von Musel Klossowski de Rolo III // CR ]

Cheers to the faithless
[ Keyleth // CR ]

谁又能完全了解一个人呢?
[ Nie Huaisang // the untamed ]

czwartek, 20 lutego 2020

Selfish I suppose, not wanting to spend the rest of my life screaming on the inside


esme z rodu faVillA
heavy is the head that wears the crown
Pani,
racz mi dać wieczny odpoczynek
Gdy otulisz mnie płaszczem wsparcia i krytyki 
gdy na mięśniodrewnianym tronie władać mi będzie, o pani 
Wieczny odpoczynek racz mi dać, pani 
W twych ciepłych matczyno ramionach, choć już nie moją piastunką jesteś 
Ogrzewasz mnie domowym hestyjnym ogniskiem w te mroźne noce,
Gdyż matczyzną może być druga osoba

Panie, 
racz oświetlać mi wiekuiście 
tę drogę, która przede mną 
przez tę ciemną dolinę i nocy otchłanie 
bym zła się nie ulękła boś ty zawsze ze mną 
bym twą czuła obecność, choć brak z twojej strony słowa czy wspólnego języka 
by gniew twój nie kończył się potopowymi falami a raczej samarytańskim gestem, gdybyśmy stanęli w konflikcie 

35 LAT // CZŁOWIEK // ARYSTOKRATKA // ZAMĘŻNA // BARD SZEPTÓW
When you tear out a man's tongue,  
you are not proving him a liar, 
you're only telling the world that
you fear what he might say.
[ TYRION LANNISTER ]

She saw me as god so I became one
[ THE TRAVELER // CR ]

Leave every place better than you found it
[ MOLLYMAUK TEALEAF // CR ]

You are worth more than what you can give to other people
[ MARA // SHE-RA ]

Cóż mam od życia troskę i pieśń
Ciebie już nie ma
Muszę im ufać, muszę je nieść,
Pisać poemat.

[ KASIA LINS // WIERSZ OSTATNI ]

niedziela, 23 września 2018

Od Joe CD Leonardo

Uwielbiał brata swojego ukochanego. Może nie zawsze okazywał to tak bardzo, by uzmysłowić Vincentowi, jak mocną darzył go sympatią. Jeśli Joey znałby uczucie braterskiej miłości możliwe, że byłby w stanie nazwać swoje uczucia do Vincenta właśnie tym określeniem, ale jako że – z tego, co mu wiadomo – był jedynakiem i miał doświadczenia głównie w temacie romantycznych spraw, raczej nie planował rozmyślać nad swoimi uczuciami w stronę krewnego Leonardo.
Uśmiechał się pod nosem przez cały czas dialogu między jego miłością a jego młodszym bratem. Ich relacja była cudna dla niego i musiał przyznać, ale tylko w swoich myślach, że brakowało mu kogoś takiego. Śmiał się czasami, że to wszystko przez swój wiek – osiągnięcie trzydziestego drugiego roku życia już sprawiło z niego pragnącego rodzinny i bliskości. Jakież to śmieszne było to dla Młodego Joeya, już słyszał jego śmiech i sarkastyczne prychanie na postawę Obecnego Joe. Gdy tak zebrało mu się na rozmyślania na ten temat, zawsze też zbiegał z nimi na tor, czy chciałby siostrę, czy brata i czy by miało być to starsze oraz, czy więcej niż jedno – zawsze jednak stwierdzał, że chyba chciałby jedynie młodszą siostrę. Był przekonany, że rozpieszczałby ją okropnie i spędzaliby ze sobą praktycznie cały czas, wywołując zirytowanie u ich rodziców. Od kiedy też wyjechał, czy tam uciekł, z domu rodzinnego jakby podświadomie chciał, aby okazało się kiedyś, że ma siostrę, którą pozna i będą mieli świetną relację. Z drugiej strony obawiał się, iż będzie miała do niego żal za to opuszczenie jej i niepozwolenie na poznanie i stworzenie tejże relacji.
Wilczek oparł się ręką o stolik za nim i wrzucał sobie do ust estetycznie ułożone w półmisku owoce, słuchając Vincenta i jego wiadomości. Zmartwił się trochę na informację o ich księżniczce, niby wiedział, że Ruby sobie poradzi – przygotowana była na każdą walkę i praktycznie każde poświęcenie – ale ojcowska strona Joe nie pozwalała mu na spokój. Nie pozwolił sobie ukazać tych emocji na twarzy, jedynie zaczął lekko stukać palcami po blacie, wciskając w siebie na szybko parę małych owocków.
Spojrzał na profil swojego kochanka, oczekując reakcji, odpowiedzi.
– Decyzja należy do ciebie, Leo – rzucił szybko, całując starszego trytona w policzek. – Ale możemy ruszyć samotnie, żebyś mógł się odprężyć jazdą.
Joe zabrał ubrania i po drodze do łaźni, zaciągnął się świeżym zapachem. Założył swój strój i obejrzał się w ogromnym lustrze. Przeczesał dłonią brodę oraz zaczesał włosy w tył, aby nie zasłaniały mu twarzy.


« Leonardo? || wybacz zwłokę z mojej strony »

środa, 1 sierpnia 2018

Od Leonardo CD Joe

Leonardo jako król miał obowiązek dbać o swoich ludzi, nawet wtedy, gdy ci byli daleko na obcych wodach. Chciał, by marynarze mieli jak najlepsze warunki podczas wypraw, dlatego musiał wysłuchać kilku z ludzi, by wiedzieć, co trzeba zmienić. Może następnym razem załadować na pokład więcej pożywienia i leków? A może wyposażyć statek w wygodniejsze kajuty? A co jeśli potrzebna będzie renowacja okrętu? Z opowieści wilkołaka wynika, że jakieś zmiany trzeba koniecznie wprowadzić. Tryton będzie musiał poprosić go o listę rzeczy do zmiany i wysłuchać jeszcze paru innych marynarzy, jednak to dopiero następnego dnia. Ten był przeznaczony do ich wspólnej dyspozycji i nadrobienia długich zaległości. Odsuwając powinności i zmartwienia na dalszy plan, długowłosy objął głowę ukochanego i wtulił ją mocno w swoją pierś, chcąc nacieszyć się jego bliskością jak najbardziej. Reakcja Wilczka zadowoliła go, bowiem starszy z mężczyzn objął swego partnera w pasie, dając się w międzyczasie głaskać i drapać po przydługich włosach. W ich wieku mogli tak robić godzinami. Nie potrzebowali już mocnych doznań, które kiedyś fundowali sobie non stop, teraz stawiali na najprostszą w świecie bliskość, która dawała im dużo więcej szczęścia niż dawne wspólne wybryki. Zapewne mężczyźni leżeliby tak do wieczora, w ciszy i spokoju, gdyby nie donośne pukanie do królewskich drzwi.
Leo, mam do przekazania wiadomość – rozległ się głośny głos młodszego brata króla. – Mam też mały podarek dla Joeya.
Kochankowie wolno odsunęli się od siebie, by podejść do krzeseł i chwycić z nich szlafroki, w które szybko i sprawnie się ubrali. Długowłosy zbliżył się do drzwi, by osobiście je otworzyć i wpuścić do komnaty Vincenta. Książe Grovtvannu po wejściu do pomieszczenia uśmiechnął się do brata oraz jego partnera, kładąc przy okazji czyste, pachnące kwiatami ubrania na pobliskiej szafce, a na nich jeszcze zapakowany pakunek o nieznanej zawartości. To jednak nie wszystko, bowiem w ręce trzymał jeszcze związane ze sobą listy, których mało wcale nie było.
– Witaj z powrotem, Joe. Czyste ubrania oraz poczta, a tam wspomniana niespodzianka – zaczął chłopak, podając listy zaadresowane do szatyna właścicielowi. – Regularnie odbieraliśmy pocztę, podlewaliśmy rośliny, a nawet karmiliśmy rybkę, jednak widzisz… Nadszedł na nią czas, ale spokojnie! Wyprawiliśmy jej godny pogrzeb w morzu.
– Sporo tych wiadomości… – mruknął najstarszy z mężczyzn, chwytając papiery i przeglądając je. – To nic, kiedyś musiała tak skończyć. Dziękuję za opiekę nad domem. Tylko mam nadzieję, że niczego tam nie zmienialiście…
– No wiesz… – wtrącił się Leo, uśmiechając się do partnera. – Twoje mieszkanie jest ponure, dlatego kazałem dodać tam parę ozdób i zmienić firanki na jakieś jaśniejsze kolory. Tylko się nie denerwuj, możesz to szybko i łatwo zmienić.
Wilkołak westchnął, odkładając listy na bok. Pokręcił głową z delikatnym uśmiechem, jakby chcąc przekazać, że jego miłość jest niemożliwa.
– Następnym razem to ja urządzę zamek – postanowił, czym wywołał skrzywienie u Vincenta, a u Leośmiech. – Miałeś coś jeszcze przekazać, racja?
– Tak, miałem – zgodził się niebieskowłosy. – Gdy kazaliście posłać po Ruby, była akurat w okolicy, tuż za granicą lądową. Nie może jednak wrócić, sam nie wiem dokładnie dlaczego, wiadomość od ptaka do niej wysłanego nie była zbyt wyraźna. To najpewniej coś z końmi, to nimi podróżowała, więc nie musicie się martwić. Mam wysłać po nią straż, czy może sami po nią pojedziecie?


« Joe? »

piątek, 29 czerwca 2018

Les monstres aussi tombent amoureux








Don't worry
m  o  t  h  e  r
your daughter 
is  a   s  o  l  d  i  e  r

Zapewne znane są Wam rozliczne historie o szlachetnym rycerzu zwykle w komplecie z białym koniem i lśniącą zbroją dopasowaną do idealnego męskiego ciała. Taki mężczyzna zna wszelkie zasady dworne i wie, jak zachować się w towarzystwie, ale także wie, jak odpowiednio poprowadzić cios; czasami w kierunku przeciwnika, czasami w kierunku serca ukochanej pani dworu. Walkę traktuje jako zabawę i odbiera życie, kiedy to potrzebne, dla ochrony swojego honoru lub aby ochronić ojczyznę.
Gdyby połączyć ten wzorzec osobowy z kobietą i zamienić aspekty męskości na kobiece kształty, dużo ludzi pomyśli – to niemożliwe przecież to kobieta! – ale jest możliwe jedynie trudne do osiągnięcia. Podczas osiągania stopnia rycerza przez panią najczęściej wyrabia się jej sarkastyczny, prychający charakter, który wielokrotnie dla zabawy będzie udowadniał mężczyznom, że jest na tym samym lub wyższym poziomie. Co wywodzi się z ukrytych kompleksów wywołanych ośmieszaniem przez wszystkich wokół, którzy niestety w większości byli mężczyznami. Taka kobieta będzie uparta i będzie ćwiczyła bez przerwy, aby udowodnić, że jest warta bycia częścią rycerstwa z innej strony niż ukochaną wojownika. Będzie niezmordowana i będzie walczyła do ostatniej kropli krwi i swojego ostatniego oddechu.

poniedziałek, 21 maja 2018

Od Joe CD Leonardo

Joe przyjął odpowiednią pozycję, aby móc spojrzeć na ukochanego. Zobaczył zadziorne spojrzenie trytona, które uwielbiał. Uwielbiał każdy aspekt swojego księcia nawet cechy, które mu przeszkadzały, bo przecież dzięki nim Leoś jest Leosiem a nie kimś innym, z kim nie mógłby założyć rodziny i mieć długoletniego stażu związkowego. Joey był przekonany, że Leonardo jest tą jedyną osobą na świecie, która dałaby radę z nim wytrzymać tyle lat, zaakceptować to, kim jest i to, kim będzie się stawał w przyszłości.
Brunet złapał swojego partnera za rękę i przyciągnął delikatnie, układając go koło siebie na pachnącej pościeli. Położył się na nim i szczelnie go objął, całując go po całej twarzy, czym wywołał chichot Leo. Kiedy przerwał, uśmiechnął się, patrząc w oczy ukochanego. Joe kciukiem zgarnął delikatnie włosy z czoła fioletowłosego i pogładził miękkie pasma. Pocałował Leonardo, przesuwając dłoń z włosów na jego szyję. Tryton położył dłonie na bokach bruneta i po chwili zaczął go łaskotać. Joe podniósł się trochę, opierając rękę o materac.
– Ej, miałeś mi opowiedzieć o historiach z morza! Nie ma, najpierw masaż i opowieści, dopiero później inne rzeczy!
– Och, jak ja cię wymasuje to się nie pozbierasz, książę!
Obaj prychnęli i jednogłośnie stwierdzili:
– Nieee, to brzmiało źle.
Znowu wrócili do śmiechu.
– Co mam ci powiedzieć, mój książę, dużo wody, soli, wilgoci i braku prywatności. Podczas powrotu zaatakowała nas okropna burza a wcześniej choroba, którą marynarze złapali podobno od psa, który ich pogryzł. Ale tej choroby nie zdobywa się w ten sposób, zwłaszcza od zwierząt. Wracając do burzy, większość pożywienia przemokła mimo doświadczonych ludzi na statku, którzy wiedzieli jak ochronić pożywienie przed wodą i wszyscy byli wygłodniali, gdyż trzeba było ograniczać dzienne porcje. Dalej jadaliśmy trzy razy dziennie, ale mniej niż wcześniej. Mój książę, już nie wiem, co ci opowiedzieć. Na pewno pewne anegdotki i historie przypomnę sobie przy okazji jakiś wydarzeń lub gdy po prostu sobie o nich przypomnę. Satysfakcjonuje to księcia?
Joe przyjął prowokujący uśmieszek i spoglądał na ukochanego, który szybko pstryknął go w nos. Wtedy brunet, wykorzystując okazję, przechwycił jego dłoń i pocałował jej wierzch, gładząc wewnętrzną stronę nadgarstka trytona kciukiem. Nietrudnym było zauważyć zaskoczenie na twarzy władcy, ale szybko przyjęło ono formę rozczulenia, co zakończyło się gładzeniem zmiennokształtnego po policzku. Wilczek przymknął wtedy oczy, chcąc jak najdłużej i jak najbardziej odczuwać tylko dotyk ukochanej osoby. Bawiło go jak bardzo wciąż czuł się jak ten zakochany dwudziestoparolatek, ten wręcz szczeniak. Oczywiście nie był już tym człowiekiem, który kiedyś nie akceptował i nie zgadzał się na słowo nie; jak bardzo nie znosił siebie ze swojej młodości, jak bardzo wróciłby do starego siebie i trzasnął go w łeb. Ale przy Leo czuł się tak beztrosko, choć trosk i zmartwień miał więcej niż za swojej faktycznej młodości. Zastanawiało go dlaczego jako ten dzieciak nie miał tych typowych dla tego momentu życia problemów, a może je miał, ale był zbyt tępy, nieogarnięty, hedonistyczny, aby je zauważyć? Nie miał pojęcia, kim był Joe z przeszłości. Ale nie nienawidził go, gdyż w końcu Leoś go kochał, a to musiało oznaczać, że był choć trochę dobry.


«Leonardo? || Yeah, ściemnianie w temacie emocji level ja [czyli próba zbudowania portretu psychologicznego postaci, która kończy się failem]»

niedziela, 13 maja 2018

blogowe rzeczy vol. 4 – powrót

Dzień dobry!
Wprowadziłam zmiany do formularza, dokładniej przywróciłam podpunkt Lęki. Do wszystkich członków bloga mam prośbę, aby przesłali mi w wiadomości prywatnej ten podpunkt.

Dziękuję za uwagę, miłego dnia

black&white, gif, grunge, halloween, lol, skeleton